PRZYGARNIJ SWOJEGO „DEMONA”

Gdy byłam dzieckiem czułam wielki strach. Przychodził do mnie w nocy. Około 3-4 rano. Towarzyszył mi zawsze po awanturach moich rodziców, po tym jak mój ojciec skatował moją matkę…

Doszło do tego, że bałam się zasypiać, bałam się, że znowu mnie sparaliżuje…

Kto? Mój Cień…

Z biegiem lat ten paraliż senny przerodził się w nękania demoniczne. Gdy miałam 13-14 lat demon przychodził do mnie codziennie. Budził mnie nad ranem o tej samej godzinie co niegdyś strach. Bardzo się bałam. Czułam wszystko. Próbowałam na siłę otwierać oczy w myślach powtarzając zdrowaśki. Naiwnie wierzyłam, że to pomoże. Nie pomogło. Dziś wiem, że to nie był demon, dziś wiem, że to była TRAUMA. Potrzebowałam wtedy kogoś bliskiego, kto mnie przytuli, uspokoi, potrzebowałam mamy, której nie było…

W 3 klasie liceum zaczęła się moja przygoda z Kościołem Katolickim co jeszcze bardziej nasilało lęki. Naszprycowana teoriami o podstępach szatana to już się bałam na całego. Klepałam różaniec za różańcem. Niestety mój stan się pogarszał. Bałam się bać! Czułam demona wszędzie. Nawet w toalecie…

Paraliże senne, nękania powtarzały się do drugiego roku studiów i to one wypchnęły mnie na terapie. Na pierwszej sesji opowiedziałam o tym terapeucie. W odpowiedzi usłyszałam „To tata się pani śni.”

Wtedy jeszcze nie rozumiałam dokładnie jak to wszystko działa.

Paraliże pojawiły się ponownie gdy zaczęłam pracę z Wewnętrznym Dzieckiem. Demony zaczęły przychodzić ponownie, ale ja już wiedziałam co robić. Zaczęłam je INTEGROWAĆ. Tak, bo „demony” pokonuje się przez „przytulanie” a nie odganianie!

Gdy pojawiał się demon mówiłam w myślach do niego:
KOCHAM CIĘ.
WIDZĘ CIĘ.
WIEM, ŻE JESTEŚ WYPARTĄ CZĘŚCIĄ MNIE/MOJĄ TRAUMĄ.
TY TEŻ ZASŁUGUJESZ NA UZNANIE I SZACUNEK.
WIEM, ŻE PRZYCHODZISZ DO MNIE Z WIADOMOŚCIĄ O MNIE.
WIEM, ŻE CHCESZ MI POMÓC, ŻE NIE JESTEŚ ZŁY.

Przyjmuję CIĘ, Uznaję CIĘ, Szanuję CIĘ
Wysyłałam Ci MIŁOŚĆ.

Co się okazywało? To znikało. To potrzebowało tylko uwagi, szacunku, uznania.

Jeszcze kilka razy tak miałam i przeszło.

W zamian zobaczyłam przed oczami małą Elunię która chciała odebrać sobie życie, gdy została sama w domu, gdy wszyscy się wyprowadzili, gdy czuła się „zdradzona” przez chłodną matkę, gdy mama wybrała swojego nowego faceta, gdy odeszła do alkoholika. Zobaczyłam ją taką skuloną w tym pokoju w którym chciała się powiesić… W głowie usłyszałam „I wtedy też przy Tobie byłem…” Tak dogłębnie zrozumiałam wtedy istotę i znaczenie Cienia. Mój Cień mnie wtedy ochronił, odepchnął od sznura…

Kolejne spotkanie z moim Cieniem było gdy związałam się z psychopatą. Po jakimś czasie widziałam w nim diabła, ten człowiek był bardzo osobowościowo i charakterologicznie podobny do mojego ojca. Robił i mówił rzeczy które znałam na pamięć, które mój ojciec fundował mamie i całej rodzinie. Normalnie przeżywałam DEJA VU. Obudził we mnie ten sam zestaw uczuć który czułam w domu rodzinnym z moim ojcem i matką. Rozwaliło mnie. Znowu bałam się iść do ubikacji. Znowu bałam się oddychać. Wzięłam urlop na żądanie i spędziłam kilka dni w łóżku. Procesowałam swój Cień. Przytulałam małą Elunię która napatrzyła się na dramat czterech ścian w swoim domu. Ogarniałam dużą Elę która wplątała się w związek z człowiekiem z piekła rodem, która związała się ze swoim własnym „ojcem”…

Zintegrowałam swój Cień. Nie uciekałam. Nie odprawiałam. Zobaczyłam co ma mi do powiedzenia… On tylko pokazywał moje rany, moje traumy. On pokazywał nieuznaną, niewypowiedzianą historię. Stłumiony gniew, niewypłakane łzy małej dziewczynki. On pokazywał ogrom niesprawiedliwości, zaniedbań i nadużyć jakich dopuściła się wobec niej rodzina. On tak naprawdę chciał dla mnie dobrze. On nie chciał dla mnie życia u boku tego człowieka. On nie chciał powtórki z „rozrywki”. Przez cały czas pokazywał mi wypartą cześć MNIE, moją ojcowską ranę, która krzyczała „JUŻ CZAS ULECZYĆ SWOJE TRAUMY!”

Opublikowano MOJA HISTORIA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *