MÓJ DZIEŃ

Jeszcze rok temu byłam w samym środku rozdrapanej, emocjonalnej matczynej rany. Rok temu ani mi się śniło, wysyłać Jej życzenia. Przez kilka miesięcy nie odbierałam od Niej telefonów – NO CONTACT. Za każdym razem, jak widziałam nieodebrane połączenie  – zbierało mnie na wymioty. Tak byłam zła, wściekła i zraniona… Praca wrzała, wszystko we mnie buzowało. Tak – życzyłam wtedy mojej matce śmierci, życzyłam wszystkiego najgorszego, chciałam, żeby odeszła z mojego życia na zawsze. Tak, jak ona mnie uśmierciła emocjonalnie na tyle lat.

Chciałam, żeby cierpiała jak ja. Żeby zobaczyła, jak wielką krzywdę mi zrobiła. Jak wielokrotnie zabijała moją duszę słowami, czynami, uczuciami lub ich brakiem… Tak – chciałam Jej za to wszystko odpłacić. Pragnęłam zemsty. Nienawidziłam Jej wtedy z całego serca. Przez kilka miesięcy każdego dnia wychodził jakiś „demon” związany z moją matką i Jej postępowaniem wobec mnie. Myślałam wtedy o swojej matce jak o najgorszej wiedźmie, macosze z tych wszystkich bajek. Każdego dnia zamiast się poprawiać – było coraz gorzej. W procesie tym towarzyszyła mi Magda, książki Susan Forward oraz Johna Brashawa. Był ktoś jeszcze – BYŁA MAŁA ELUNIA. Tak bardzo upokorzona, zdruzgotana, znerwicowana, upodlona i zmaltretowana. Ona była gotowa ZABIĆ za to wszystko, co JEJ zrobiono. JA DOROSŁA uparłam się, że PRZEJDĘ PRZEZ TE WSZYSTKIE rany i ranki, uczucia i wyjdę z tego zwycięsko. „Skoro Magdzie się udało to mi też się uda!” UDAŁO SIĘ – przeszłam, wyszłam, żyję. Nienawiść i poczucie krzywdy zamieniły się w MIŁOŚĆ i ZROZUMIENIE dla mojej mamy, ALE co najważniejsze – ZAMIENIŁY SIĘ W MIŁOŚĆ I ZROZUMIENIE DLA SAMEJ SIEBIE. Tak to jest, że jak nienawidzimy własne matki to nienawidzimy samych siebie. Jak jesteśmy w „zgodzie” ze swoimi matkami/ze swoim dziedzictwem/ze swoją historią – jesteśmy z zgodzie z samymi sobą.

Życzę każdemu z Was wszystkiego dobrego z okazji DNIA MATKI, bo każdy z Was jest Matką i Ojcem dla swego wewnętrznego dziecka. Zadbajcie o to, by tym razem była to dobra osoba…

UWAGA!

Pisząc o ZGODZIE z własną matką, mam na myśli ZGODĘ na SYTUACJĘ. Zgodę na to JAK BYŁO, JAK JEST. Zgodę na swoje UCZUCIA względem matki. Zgodę na to CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE. Zgodę na to, że matka nie była i nie jest wystarczająco dobra. A przede wszystkim zgodę, że nigdy NIE BĘDZIE taka, jakiej potrzebowaliśmy. Tylko z takiej pozycji możliwe jest „zajęcie się SOBĄ/zaprzestanie trzymania się maminej spódnicy. Tylko z takiej pozycji, możliwe jest SZUKANIE rozwiązań/odreagowanie. Nie po to, by komuś dokuczyć, czy się zemścić, ale po to by oczyścić swoje SERCE i DUSZĘ z bólu, który niczym WIELKA kula u nogi tłamsi, spowalnia, a czasem całkowicie blokuje w nas przepływ sił witalnych, przepływ życia…

Opublikowano MOJA HISTORIA.

One Comment

  1. Moja mama az do konca swego zycia wolala zyc klamstwem tego zycia, (ze byla dobra matka, bo przeciez byla martyrem, „zyly sobie wypruwala dla nas dzieci…”) niz po prostu przyznac, ze nie mogla nam dac ciepla, radosci zycia, bo i sama tego nigdy nie dostala…Ja ja i tak kochalam, mimo zgrzytow w stosunku do niej w mojej mlodosci…Ona takze starala sie na wiele sposobow zadoscuczynic nam, pomagac nam…gdy juz bylismy dorosli…
    Ale nigdy na przyklad, by wrocic do tematu naszego dziecinstwa tak, jak my tego chcielismy…
    …bo prawda bylaby dla niej zbyt okrutna,..ze wyroslismy (7 osob) na stworzenia bez skrzydel i bez korzeni…
    „…a szczescie bylo tak mozliwe, tak blisko…” i zalezalo od niej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *