JESTEM NIENORMALNA

Tak o sobie brzydko myślałam. Taką opinię o mnie samej mi wpojono. W jaki sposób? Poprzez dewaluację, poniżanie, wyszydzanie, brak akceptacji oraz słowa, słowa, słowa powtarzane wielokrotnie przez tych, którzy mieli dodawać skrzydeł. W zamian za to wbijali w ziemię. To wszechogarniająca pogarda, jaką czułam od najbliższych. Właściwie jako dziecko szacunek czułam tylko od mojej siostry. Od reszty to było szykanowanie, dokuczanie, poniżanie, które później przeniosło się na relacje szkolne, zawodowe, społeczne…

W szkole odbywał się ten sam dramat, ten sam taniec. Byłam regularnie „wydziobywana” z grupy. Wtedy nie widziałam powiązania. Obarczałam winą rówieśników, nauczycieli, później współpracowników. Wszędzie to samo, ta sama historia – BRAK AKCEPTACJI + GORZKI SMAK ODRZUCENIA…

Dziś wiem, że dziecko do 8 roku życia chłonie wszystko jak gąbka. Funkcjonuje na falach hipnotycznych. Dlatego bierze do siebie i uwierzy we WSZYSTKO, dosłownie WSZYSTKO, co słyszy, co widzi, co wyczuwa, czego doświadczy…

A co ja widziałam, słyszałam, czułam? Słyszałam: „Ciesz się, że Cię nie wyskrobała!”, „Jesteś taka sama jak ten stary chuj!”, „Ty furiatko!”, „Mamo! Ona znowu ryczy!”, „Nie bawcie się z nią, bo ona nie umie się bawić”. Co czułam? Ogromne pokłady pogardy… Za to kim jestem, jaka jestem i że w ogóle jestem… Co widziałam? Widziałam furiatkę szarpiącą moją siostrę za włosy tylko dlatego, że miała odmienne zdanie… Widziałam psychola wyrzucającego moją matkę przez drzwi na klatkę schodową, z pytaniem do kilkuletniej wystraszonej dziewczynki: „Elunia, wolisz tą kurwę, czy mnie?” Doświadczałam szykan ze strony jednego ze starszego rodzeństwa, który mógł wesprzeć, stanąć w obronie, ale wolał inaczej…

Jednocześnie przez te wszystkie lata skutecznie mi udowadniano, że to ja jestem nienormalna, że coś ze mną jest nie tak. Uwierzyłam w to. Byłam święcie przekonana, że to prawda. Póki… Póki na sesjach z Magdą zaczęłyśmy przyglądać się tym tzw. normalnym… Poddałyśmy w wątpliwość wszystkie zasłyszane słowa. Ze zdziwieniem odkryłam, kto tak naprawdę był furiatką, kto tak naprawdę nie umiał się „bawić” ze swoją żoną i dziećmi, kto tak naprawdę był nienormalny…

Zrobiłam sobie test rzeczywistości tzn. wypisałam wszystkie zagrywki, słowa, zachowania osób, które mnie najbardziej zraniły i ze zdumieniem odkryłam, że to nie ze mną był problem. Ja byłam tylko dzieckiem i reagowałam, zachowywałam się adekwatnie do atmosfery domu stworzonego przez dorosłych. Mój gniew stał na straży moich praw. Moje reakcje były odpowiedzią na ZŁO, którego doświadczałam…

Dziś już nikt mi nie jest w stanie wcisnąć kitu, że to ze mną jest coś nie tak, bowiem wiem, że normalny/zdrowy człowiek nie dokuczy, nie upodli… Nie ma takiej potrzeby, bo czuje się dobrze sam ze sobą.

Dziś już wiem, że Oni tak naprawdę mówili sami do SIEBIE, sami o SOBIE. Nie byli tego świadomi. Ich zachowanie, słowa, czyny świadczą o ich głębokim nieszczęściu. O ich własnej tragedii. O ich własnym ubóstwie duchowym…

Dziś już wiem, że moje mniemanie o sobie było POKŁOSIEM złego traktowania, raniących słów, traumy porzucenia.  Było „produktem” NIE MOICH emocjonalnych problemów…

Przytoczę słowa Ronalda Russella – brytyjskiego polityka, który zauważył zależność między tym, jak traktujemy dziecko, a tym jaki człowiek z niego wyrasta:

Dzi­siej­sze nieśmiałe dziec­ko, to to, z które­go wczo­raj się śmialiśmy.
Dzi­siej­sze ok­rutne dziec­ko, to to, które wczo­raj biliśmy.
Dzi­siej­sze dziec­ko, które oszu­kuje, to to, w które wczo­raj nie wierzyliśmy.
Dzi­siej­sze zbun­to­wane dziec­ko, to to, nad którym się wczo­raj znęcaliśmy.

Dzi­siej­sze za­kocha­ne dziec­ko, to to, które wczo­raj pieściliśmy.
Dzi­siej­sze roz­trop­ne dziec­ko, to to, które­mu wczo­raj do­dawa­liśmy otuchy.
Dzi­siej­sze ser­deczne dziec­ko, to to, które­mu wczo­raj oka­zywa­liśmy miłość.
Dzi­siej­sze mądre dziec­ko, to to, które wczo­raj wychowaliśmy.
Dzi­siej­sze wy­rozu­miałe dziec­ko, to to, które­mu wczo­raj przebaczyliśmy.

Dzi­siej­szy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziec­ko, które wczo­raj żyło ra­dością.

Dziś rozumiem. Dziś ich kocham mimo wszystko. Ale żeby dojść do tego miejsca, przeszłam przez całą gamę uczuć. Zajęło mi to dużo czasu + dużo pracy. Nie polecam tłumaczenia działań oprawców i trywializowania swojej krzywdy/swojej złości, bo to ślepe uliczki. To tak jak z budową domu – zaczynamy od fundamentów, a nie od dachu. Dlatego ZOBACZ, jak było NAPRAWDĘ. Nie upiększaj, nie usprawiedliwiaj. Wypłacz, wykrzycz, dopuść do siebie, a dopiero później przychodzi czas na zrozumienie…

Pamiętaj – RYBA PSUJE SIĘ OD GŁOWY. Zadbaj o siebie i zrób to co rezonuje z Tobą. NIC. NIE MUSISZ NIC. Masz prawo nie kochać, nie rozumieć, nie wybaczyć. Jedyne do czego Cię bardzo zachęcam, to do „trzeźwego” patrzenia na pewne „rzeczy”…

 

 

Opublikowano MOJA HISTORIA.

9 Comments

  1. Uśmiecham się na tę zbieżność losów:) Ja też stale słyszałam: „zamknij się wariatko”, „masz coś z głową”, „masz nasrane we łbie”, „bo zaraz zadzwonię do gniezna i cię zabiorą”… Nasiąkłam tym głęboko. A chora głowa to w rezultacie udary i guzy nowotworowe mózgu.

  2. Dziękuję ci za to, że pracujesz nad sobą i chcesz się tym dzielić. Bardzo bliskie jest mi to co opisałaś. Tak bliskie, że wywołało we mnie na nowo płacz i gniew, nienawiść do mojej matki oprawczyni i kilku innych potworów. Myślałam, że tą falę mam za sobą, ale już wiem, że są tam jeszcze duże pokłady bólu. Ja na chwilę obecną mam zerwany kontakt z matką, było to w dzień matki. Po kłótni pogniewała się. Bardzo się tego bałam, ale też się cieszyłam, że wreszcie stanęłam po swojej stronie. Nie było to takie łatwe, tygodniami miałam w sobie ogromny strach, ale pozwoliłam sobie na niego, rozumiałam, że to ja prawdziwa boję się tego czy znowu siebie zostawię. Czy będę znowu, jak to było zawsze, kosztem swojej miłości do siebie, skomleć o uwagę mojego oprawcy. Pozwalać się karać i ustawiać do odpowiedniego poziomu podłogi. W faktycznie tak już miałam zgodnie z tradycją zrobić. Powiedziałam siostrze, że przyjdę do ,,mamy” ją odwiedzić. A ,,mama” wielce urażona stwierdziła, ,,po co?”. Zrozumiałam, że los dał mi ogromną szansę. Że się zaczęło uzdrawianie. Siostra teraz zbiera cięgi, za to, że przekazała mi słowa matki. A ja jestem jej wdzięczna. Gdyby nie ona wszystko by dalej trwało. Każdy kontakt z moją matką to był dla mnie stres. Gdy siostra żaliła mi się na to jak ją traktuję. Ja po takiej rozmowie trzęsłam się i traciłam głos ze stresu. Sama wiesz dużo można pisać i pisać. Jeszcze raz dziękuję. Dużo miłości dla siebie na drodze do wolności .

  3. Mi nie wolno narzekać bo pochodzę z takiego dobrego domu.. Kurwa patologia w białych rękawiczkach.
    Mam 22 lata. Jako najwcześniejsze wspomnienie z tych złych pamiętam, że jako mała dziewczynka siedziałyśmy z siostrą i tatą przy kolacji nagle ni stąd ni zowąd tata walnął mi tak w głowę, że wylądowałam twarzą w zupie z krwią z nosa tyle pamiętam.. Nie wiem czy powiedziałam coś złego, za co to była kara, wydaje mi się, że nic złego wtedy nie zrobiłam. Pobiegłam do mamy a ona kazała mi się umyć i pamiętam, że wyczułam uśmiech na jej twarzy.. Widzę to trochę za mgłą, ale taki uśmiech mi się kojarzy.
    Jak pomalowałyśmy z siostrą jakiś mebel to pamiętam jak tata mówił, że będziemy to zmywać tak, że krew nam będzie leciała z palców, że aż paznokcie nam zejdą, dziecko wtedy myśli, że to normalne przecież rodzic nie może być zły, więc to chyba ja jestem.
    Potem im byłam starsza tym częściej dostawałam w twarz. W gimnazjum miałam przejebaną relację z mamą. (teraz to wszystko wyraźnie widzę). Ona chciała żebym była.. Po prostu nie sobą. Ja byłam dzieckiem towarzyskim, pewnym siebie, śmiałam się na głos, nosiłam kolorowe ubrania, chciałam farbować włosy, ale ona widziała to jako coś zjebanego we mnie, jako coś ułomnego, tak mi wmawiała, że co ja myślę, że ogólnie chujowo myślę, chujowo się zachowuję, jestem taka chujowa. Nie przepuszczała okazji żeby mi to przypomnieć. Czas świąt boże narodzenie, ta się kłóci z ojcem, że coś tam butów nie zdjął a w pokoju posprzątane, potem ciasto nie wyszło jej wkurwiła się, idzie do góry wchodzi do mnie a ja w pokoju bałagan, ta się drze, mówię, że zaraz posprzątam to ona wzięła wielką doniczkę z kwiatkiem i roztrzaskała mi ją na środku pokoju krzycząc NIENAWIDZĘ CIĘ!! I co ja miałam pomyśleć o sobie, jako 14 latka. No trudno nie będę się do niej odzywać. I tak mijały tygodnie, miesiące. Ciągle się dopieprzali do mnie, i ojciec i siostra a w szczególności matka – ale ty jesteś zjebana siedzisz w tym pokoju, nie odzywasz się do nikogo i tak chujowo się ubierasz i te twoje włosy.. Nie reagowałam, nie odzywałam się, po prostu ignorowałam wszystko co do mnie mówią nawet im przytakując. (już widać jaki zajebisty styl reagowania się szykuje na przyszłość). Potem spotkania rodzinne, siedzisz przy stole pełna żalu, niewypowiedzianej złości i weź tu pogadaj i się pośmiej z wujkami i ciociami, gdy wiesz, że matka jak jest z ciotką to gada głównie na twój temat jak sobie z tobą nie radzi, jakiego to potwora ma. Nie odzywasz się do nikogo, nikomu nie ufasz. Chcesz wyjść z domu do koleżanki bo tylko na zewnątrz czujesz się ok. To matka z ojcem zabierają ci klucze z chaty bo masz siedzieć w domu bo na dworze odjebiesz coś bo jesteś taka nieprzewidywalna. Więc siedzisz w pokoju sama codziennie, słuchasz muzyki i marzysz, marzysz i fantazjujesz bo co ci innego zostało. W końcu zapomnieli o tobie, o teraz możesz poczuć spokój, nikt nie krytykuje, przestali się drzeć i bić. Potem idziesz do liceum, powtórka z rozrywki. Teraz ojciec cię leje, bo mówisz, że nie chcesz iść do kościoła więc uderza cię butem w twarz a potem rzuca na ciebie kurwami, że i tak pójdziesz ty gnoju co ty myślisz, kim ty kurwa jesteś że ci wolno odmawiać. Stoisz zapłakana przed kościołem z czerwonym policzkiem.. Co za poniżenie.. Wracasz któregoś dnia do domu, wchodzisz do korytarza ojciec mówi dlaczego tak długo byłaś na dworze (masz 18 lat) więc tłumaczysz się, ale nie podoba mu się, że utrzymujesz taki długi kontakt wzrokowy (się będziesz tak na mnie patrzeć kurwa to zobaczysz) i jeb w twarz. Idziesz do pokoju i nie wiesz dlaczego to się stało, jesteś sama i myślisz kto jest zły oni czy ja.. Potem mówisz, że nie chcesz iść na ten kierunek studiów musisz się lecieć zamknąć w łazience bo tatuś z dołu woła, że cię zabije, że cię nie chce znać jeżeli nie pójdziesz. Możesz już nie wracać i w ogóle kim ty kurwa jesteś jebana egoistko że mówisz, że się nie będziesz uczyć, jak zaraz zejdziesz na dół to ci tak przypierdolę że cię krew zaleje i cię koleżanki nie poznają. Czy ktoś mnie obronił? Nikt się nie odezwał. Poszłam na te studia i jest to najgorszy okres w moim życiu. Nigdy nie byłam bardziej nieszczęśliwa. Wykryłam u siebie zaburzenie osobowości unikającej. Czuję się poniżona, jest mi wstyd, gardzę sobą, nie zasługuję na życie, czuję się taka żałosna, przed nikim nie potrafię się otworzyć, gdy z kimś rozmawiam to gram kogoś, cały czas chodzę w masce, czuję się taka bezwartościowa, odrażająca. Próbuję wychodzić do ludzi i się normalnie zachowywać, ale cały czas czuję ten schemat potwora, który ma siedzieć zamknięty w pokoju, który nie może mówić co chce, którego niepodobająca się innym reakcja kończy się pobiciem. Jak z tym walczyć? Nie będę już udawać, że wszystko jest okej, że oni chcieli dobrze. Przez to wszystko zamknęłam się w sobie, nie robię nic co mi się podoba, chowam się przed ludźmi, robię rzeczy, których nie lubię, rozmawiam z ludźmi, którzy ze mną w ogóle nie rezonują. Zaczynam nienawidzić siebie.

    • SZOK! SZOK! SZOK! Zadbaj o wsparcie. To ważne. Jesteś na mojej fejsbukowej grupie wsparcia? Tam są osoby, które mierzą się z podobnymi problemami. Przytulam <3 <3 <3

  4. Anonim napisał(a):
    9 lutego 2018 o 22:12
    No właśnie i tacy kryminaliści potem oczekują szacunku, miłości, wspólnego spędzania świąt bo cię wydali na świat. To jest ciekawe, że gdyby ktoś tak obcy choć przez chwilę cię potraktował to sprawa byłaby prosta ma spie**ć z twego życia. Ale jak to robią ” rodzice” no to tutaj trzeba zrozumieć, przecież im było też ciężko w życiu, opiekowali się tobą, dali żryć, ubrali, z rodziną trzeba się trzymać. Kochaj matkę bo masz jedną. Jak dostawałaś to była twoja wina (i takie inne pierdy)
    Kiedyś jak byłam mała to na moją matkę sąsiedzi złożyli skargę, że się nade mną znęca. Matka była zła, mówiła, że są nienormalni, przecież nic mi się złego nie dzieje. Jak dostaję wpi****l to przecież dlatego, że zasłużyłam. I ja też tak to czułam ” o co tym ****** chodzi ?”. Dziś to już inaczej widzę. Trafili się odważni ludzie, którzy chcieli dziecku pomóc. Oni widzieli i słyszeli przez ścianę co się w tym domu dzieje.

  5. Czytam i czytam i już nie czuję tak bardzo że to ze mną jest coś nie tak. Matka mnie nie biła ale potrafiła ni z tego i z owego nie odzywać się do mnie. Nie powiedziała też o co jej chodzi, to ja musiałam się domyśleć. Była wredna w inny sposób np tuż przed pójściem do pierwszej klasy obcięła mi włosy prawie na zero, miały mi rzekomo po tym urosnac ładniejsze. Źle to znioslam w szkole brali mnie za chłopaka, jak za rok szłam do komuni miałam z dziewczyn najkrotsze włosy. W ogóle nie pomyślała jak mogę się czuć. Albo inny przykład, matka gotowala zupę i przez przypadek zamiast soli dosypala do niej cukru, widziałam to i zasmialam się, powiedziałam że zupa już do niczego się nie nadaje i nie można jej zjeść. Na to ona że ja zeżrę tą zupę i ta małpa nalala mi talerz zupy, usiadła naprzeciwko mnie i kazała jeść bo jak nie to popamietam. Ze strachu zaczęłam jeść ale po ok pięciu łyżkach zaczęło mi się zbierać na wymioty, wtedy przerwała. Ja mam troje dzieci i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, przecież to zwykłe upokorzenie i sadyzm. I teraz pytanie jak mogę to sobie wytłumaczyć?

  6. Witam, od około roku chodzę na terapię, wcześniej czytałam dużo książek psychologicznych także mniej więcej byłam obeznana w tematyce. Co jakiś czas wychodzą ze mnie coraz to nowe emocje – pakunki do przepracowania. Żyłam 35 lat wierząc w te przekonania o sobie wyniesione z domu rodzinnego. Uwierzyłam już jako malutka dziewczynka matce, że jestem „bezdennie głupia i do niczego się nie nadaje”,,tak bardzo się wstydziłam, tego że mama nie kocha, że jestem gorsza, tłumaczyłam sobie brak miłości matki, tą chłodnię emocjonalną , tym że ze mną cos jest nie tak, że sobie na to zasłużyłam, że jestem głupia. Najgorsze jest, że jako dorosła kobieta nie zdawałam sobie sprawy, że ja w to nadal wierze, tak bardzo wyparłam ta traumę ze swojej świadomości. Jeszcze wiele pracy przede mną, wiele już za mną, uff. Pomimo ogromnego bólu i cierpień jakie niesie terapia naprawdę warto wyruszyć na spotkanie samej siebie. Dziękuję za tego bloga:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *