JA? JA JESTEM NIEWAŻNA!

Dlaczego nie lubię swoich urodzin? Powinnam się cieszyć, a jednak nie. Nie lubię tego dnia nie ze względu na to, że jestem coraz starsza, ale ze względu na pamięć dni, o których nikt nie pamiętał… i choć „przytulałam” małą Elę wielokrotnie, 4 kwietnia powraca to samo poczucie i zdanie JESTEM NIEWAŻNA. Powraca to za każdym razem, gdy mama dzwoni z życzeniami… Dlaczego tak się dzieje?

Dlatego, że ta mała cząstka mnie wciąż pamięta sytuacje zapomnienia, odrzucenia, niewidzialności, nieważności. Nie lubię jej życzeń, ucinam szybko rozmowę. Nie chcę tego słyszeć. Kiedyś chciałam, sama się dopominałam. Dziś rodzi się we mnie bunt. Za każdym razem widzę małą dziewczynkę, która siedzi przy stole z matką i pyta: „Ale jaki dzisiaj jest dzień?” Matka na to: „No jaki? Nie wiem”. Ja znowu: „No pomyśl – jaki dzisiaj jest dzień?”. W odpowiedzi słyszy: „NO KURWA JAKI?” . Ze smutkiem, skulona, po cichu odpowiada: „Moje urodziny”. Nie usłyszała nic.  Zero życzeń. Zobaczyła zasępioną kobietę. Poczuła się NIEWAŻNA, NIEWARTA nawet dwóch słów – WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO… To dlatego za każdym razem, jak słyszę życzenia, to powraca do mnie ten sam ból. Ból tej sytuacji, ból tego dziecka… Na terapii tak się wkurwiłam i wygarnęłam matce tę sytuację. Od tamtej pory nie zapomina. Jakie to przykre, że własne dziecko musi uczyć własnego rodzica podstaw.

Moja mama jak moja mama, ale mój ojciec… Ten to chyba nie wie, kiedy się jego dzieci urodziły. Dobrze chociaż, że w ogóle wie, ile ma dzieci. Nigdy, ale przenigdy mi nie złożył życzeń.

Ja składałam na dzień ojca, na dzień matki, na urodziny. Dziś tego nie robię. Dziś ja też nie pamiętam. Pamiętam tylko o tych, którzy PAMIĘTAJĄ O MNIE.

Opublikowano MOJA HISTORIA.

9 Comments

  1. Kochana Elżbieto,
    Wiele lat i ja żyłam tzw. kompleksem urodzin. Kiedy ten dzień się zbliżał nawet za bardzo nie wiedziałam czemu zaczynałam być wyjątkowo wycofana, płaczliwa, nie chciało mi się żyć, popadałamw w depresję i chciałam, żeby cały świat zapomniał o mnie choć na ten dzień bo gdyby mi ktoś złożył życzenia otworzyłby jątrzącą się we mnie ranę a ból mógłby być nie do przeżycia… Cos się zmieniło w czasie zbliżania się 30. urodzin. Bardzo pomogła mi w tym wiara, czułam wewnątrz siebie ze coś się zmienia, że idzie nowe, lepsze, oczywiście odcięcie się od rodziców było bardzo ważnym czynnikiem abym mogła w to w ogóle uwierzyć. Do rzeczy. Zaczęłam myśleć sobie o Bogu, słuchać Jego Głosu, zwlasza w psalmach „dziękuję Ci Boże, że stworzyles mnie tak cudownie, jak wspaniale są Twoje dzieła! Ty utkałeś mnie w łonie mej matki…” psalmy o tym jak drogocenna, chciana i niezwykła jestem od poczecia w Oczach Jego, jak patrzy na mnie z zachwytem bo jestem Jego unikatowym arcydziełem. Urodziłam tuż przed trzydziestką syna i nie mogłam oderwać od niego oczu, jak jest niezwykły, jakim jest cudem dla nas i dla każdego kogo spotka w życiu, że Bóg tkał go w moim łonie 9 miesięcy i każdy jego detal i szczegół jest przemyślany, chciany, upragniony i Bóg się nie mógł doczekać aż i my przyjmiemy ten najdoskonalszy Jego dar dla nas, Jego radość, dumę i chlube. Jak my na Jego niespodziankę zareagujemy, jak przyjmiemy Jego Drogocenny Skarb. Zaczęłam ryczeć bo dokładnie tak samo i w tym samym celu stwarzał mnie, aby każdy kto mnie spotka na czele z rodzicami, czuł się obdarowany Jego Cudem, zobaczył jak wyjątkowy jest Bóg skoro daje tak wspaniale dary i powierza swoje najcenniejsze skarby… Czy tak się stało? Niekoniecznie. Czy to zmienia fakt, że jednak to prawda ? Absolutnie. Pomyślałam jak Bogu musi być przykro i jaki Mu to sprawia ból, że prezent i cud nad którym z całą uwaznoscia i miłością i ekscytacja pracowal dla świata 9 miesięcy, spotkał się z takim odrzuceniem i pogardą. Najsmutniejsze zaś było to, że nawet ja zaczęłam siebie odrzucać, nienawidzić, nawet ja dołączyłam wiernie do grona osób niezadowolonych z tego Daru…a nawet nienawidzących ten Dar. Postanowiłam, że nigdy więcej. Urodziny wyprawilam sobie miesięczne, swietowalismy z tymi którymi kocham kilka tygodni przed i kilka jeszcze po. Z tego miesiąca uczyniła miesiąc absolutnego dzebkowania za każdy dzień mojego życia za to jaka jestem. To był absolutny maraton radości, miłości siebie i uwielbiania Boga, że „stworzył mnie tak cudownie”. Bez udawania, bez zarozumiałosci, bez poczucia bycia kimś lepszym, nagle, każdy w moich oczach był takim cudem. Urodziny stały się dla mnie celebracją, uwielbieniem Boga za mnie samą, odpowiedzią na Jego niecierpliwie oczekiwanie aż ktoś otworzy prezent i sie nim zachwyci jak On sam, od tej pory jestem ambasadorką urodzin każdej i każdego z nas, mówię : jesteś darem, nad którym Ktoś bardzo się napracował, jest z Niego taki szczęśliwy, prezentem zapakowanym i czekającym na rozpakowanie i euforię radości, a Ty tym darem gardzisz i mówisz, nie jestem nikim ważnym, jakby to od Ciebie zależało, jakbyś mial/miała uprawnienia aby tak mówić i oceniać… Nie sam/sama się napracowałaś nad tym, jaka/jaki jesteś a gardzisz jakby było Twoje dzieło, które nie za bardzo Ci przecież wyszło więc nie ma się czym zachwycać. Jak ciastem, co nie wyrosło… Wiesz, jak temu Który Cię tkał od początku w absolutnym zachwycie musi być przykro, że nikt łącznie z Tobą nie widzi w Tobie tego cudu? Świętuj, nawet jeśli nie ze względu na siebie i swoją opinię o sobie to dla Tego, który codziennie na Ciebie patrzy z zachwytem i mówi : Moja/mój doskonały, piękny, cudowny, jak wspaniały! Czyż nie jest moim umiłowanym dzieckiem? Czyż nie zapiera piersi tchu? Moj/moja Ukochana! Tak i Aty Elu, godna jesteś podziwu, dziękuję Bogu za kazdy rok Twojego życia, z to, że „stworzył Cię tak cudownie” tak zachwycająco i unikatowo! Życze Ci widzieć siebie Jego oczami, jak On Ciebie widzi, jak się raduje Twoja cudowną obecnością, bo jesteś cudem dla mnie, dla każdego, choć niestety nie każdy jest w stanie to dostrzec, bo jego oczy są brudne brudem niemiłości własnej, patrzy na Ciebie przez przyzmat pogardy sobą… To nic jednak nie zmienia. Córka Króla zawsze będzie Królewną, nawet jeśli przyjdzie jej stracić pamięć i zginąć wśród motłochu jak Anastazji i wychować się wśród prostaków pełnych pogardy. To nie zmienia tożsamości… Nie daj sobie wmówić, że nie masz królewskiej godności, że nie jesteś absolutnie cudowna. Tego Ci życzę w dniu Twoich urodzin! Celebruj obficie dzień swoich narodzin, bądź hojna w tym 🙂

    • Dziękuję Kochana Elu za szczery i mądry list <3 <3 Kiedy te uczucia się pojawiają to sobie na nie pozwalam <3

  2. Moj ojciec tez mi do dzisiaj nie zlozyl nigdy zyczen (nie wiem co jest, temat go przerasta, zyczenia ode mnie przyjmowal a sam nie mogl zlozyc? Ja jemu tez juz nie skladam i w koncu odczulam ulge). Mame nauczylismy z rodzenstwem dopiero jak bylam w liceum. Ja tez mam podobne odczucia, nie lubie i nie umiem swietowac swoich urodzin

  3. Uzmysłowiłaś mi Elu, że ja nie pamiętam obchodzenia moich urodzin w dzieciństwie. Takie pierwsze wspomnienie mam z urodzin w liceum kiedy chciałam zaprosić koleżanki i okazało się, że żadna do mnie nie przyszła. Ale mi było smutno i przykro, strasznie płakałam. Stwierdziłam, że więcej nie będę chciała nic od kogokolwiek. I potem moje urodziny odzyskały swój urok, jak urodził się mój syn. Gdy przychodziły ważne okazje dla nas chodziliśmy na mega wypasione lody w pucharach. Teraz już trochę czasu minęło i moje urodziny dalej kojarzą mi się fajnie jako dzień słodyczowy. Normalnie na co dzień unikam słodyczy (chociaż jestem nałogiem słodyczowym). Ale w urodziny jest rzeź, opychanie ulubionymi słodyczami :D. Zrób sobie z tego dnia jakąś ulubioną tradycję dla siebie samej, szkoda tracić go na skojarzenia z niedorobionymi życiowo ludźmi.
    Dużo zdrówka, szczęścia, radości z życia i odzyskanych urodzin, miłości dla siebie :*:*:*:*:*

  4. Mam ponad 40lat. Moje urodziny też nigdy nie były obchodzone, ba mama nigdy nie złożyła mi nawet „wszystkiego najlepszego”. Podejrzewam że nie pamięta nawet kiedy się urodziłam. Dla niej obchodzenie urodzin to „biba” albo „jubele” obchodzone przez margines. Jak byłam dorosła próbowałam to zmienić, składałem jej życzenia wierząc że ona się przelamie i może otworzy w tej kwestii. Ale jak raz zadzwoniłam z życzeniami to powiedziała że ona nie ma czasu pie**lić ze mną przez telefon bo idzie plewic kwiatki. Takich sytuacji znacznie gorszych było więcej dodam że nie pamiętam żeby matka choć raz mnie dotknęła nie mówiąc o przytuleniu, miałam i mam wrażenie że ona się mną brzydzila. Teraz jestem w stanie gniewu i złości na nią, życzę jej śmierci w meczarniach, nienawidzę jej to potwór.

  5. Wymienię jeszcze „komplementy”pod moim adresem :egoistka, o co ci znowu chodzi, centuś ( jak chodziłam na zbiór owoców żeby zarobić sobie na wakacje albo na ubrania), poje….na, strasznie się shonorowila ale też kiblonurek, taka aluzja żebym czyscila kibel po tym jak ojciec go używał i specjalnie zapaskudzil. A i jeszcze byłam lekomanem, tak nazywał mnie ojciec, bo nie miałam prawa źle się czuć, jak miałam okres albo chorowalam to sama po domu szukałam tabletek,
    Rodzice udawali że nie widzą jak leżę z gorączką Byłam grzecznym dzieckim, nigdy się nie bunowalam, przynosilam świadectwa z paskiem, pomagałam w gospodarstwie a dom prowadziłam właściwie samodzielnie. Basta powiedziałam po swoich 40tych urodzinach. Szukam drogi do siebie i odczuwam co Magdalena szpilka nazywa sancta ira.

  6. Elu chcialabym dojsc do tego punktu w ktorym ty teraz jestes.Nie umiem pracowac nad soba.Mnie mama skladala zyczenia urodzinowe ktore byly razem z moimi imieninami czyli raz w roku.Czulam sie pokrzywdzona tym.Mialam troje rodzenstwa ktorzy obchodzili uroczystosc dwa razy w roku.Zawsze przezywalam swoje urodzino imieniny od rana juz…bo czekalam na zyczenia.Mama skladala mi je dopiero pod wieczor i dawala jakis prezent.Najgorsze bylo to ze rodzenstwo takze dostawalo prezent w tym dniu.Gdy oni mieli urodziny..ja nie dostawalam..uwazalam to za normalne.Ale w moj dzien to bardzo bolalo ze nie jestem wyjatkowa.Do dzis mama moja traktuje rodzenstwo moje lepiej niz mnie.

    • Świat niestety nie jest idealny, rodzice o czym się nie mówi głośno nie traktują swoje dzieci tak samo, niektóre wręcz niecierpią i jeszcze to racjonalizuja. Mi mówili: bo ty jesteś taka dziwna, tak się unosisz honorem, teraz rozumiem że ten honor mnie trochę chronił. Uwierz mi matka nigdy ale to nigdy nie złożyła mi życzeń,.naiwnie jeszcze sądziłam że jak to ja złożę jej życzenia to ona też o mnie nie zapomni. I nigdy tego nie zrobiła, miała i ma mnie w du…e.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *