DZIŚ ZATRZYMAM SIĘ, BY JUTRO MÓC DALEJ BIEC…

Z przykrością zauważam jak bardzo źle traktujemy swoje Ciała. Święte miejsca naszej Duszy. Traktujemy je jak najgorsza macocha. Już większą uwagę przykuwamy do psychiki. Trzaskamy proces za procesem, ale zapominamy o tym, że ciało ma swoje limity i ograniczenia. Zapomnimy, że ta nasza praca wewnętrzna musi mieć czas na INTEGRACJĘ na wszystkich poziomach. Innymi słowy – Ciało musi mieć czas by dogonić w zmianach psyche…

Skąd to wiem?

Bo sama tak mam. W natłoku spraw zdarza mi się zapomnieć o NIM. Procesuje swoje, cudze, gaszę „pożary” a zapominam o najważniejszym – o NIM. Moim Świętym Graalu, które niczym małe dziecko też krzyczy, woła o uwagę. A ja „Nie teraz! Ktoś mnie potrzebuje. Mam sesje. Mam szkolenie. Może kawki? Ciasteczko? Nie działa. To dam Ci macę. Guarana to już napewno Ci pomoże.”

Zapominam, że moje przebodźcowane ciało nie potrzebuje kolejnego suplementu, nie potrzebuje kolejnego emocjonującego procesu. Ono potrzebuje mnie. Ono potrzebuje prostej komedii. Ono potrzebuje sauny, masażu, basenu. Ono potrzebuje dobrego jedzenia. Ono już ma dosyć naginania siebie do granic możliwości…

Choć już staram się mu dawać co najlepsze, to zdarza się, że przeginam. Udaję, że nie słyszę cichego głosu „Mam dość. Czas na odpoczynek.” Efekt jest tego taki, że cierpię ja, cierpią inni…

Publikuję ten post i śmigam do basenu. Nie po to by się szarżować, bo nie o to tu chodzi. Idę się relaksować. Idę „przytulić” swoje ciało. Powiedzieć mu – „ODETCHNIJ…”

Ściskam Was ❤️❤️❤️

Opublikowano AUTORSKIE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *