DO PIEKŁA I Z POWROTEM

JESTEŚ ŁAJNEM! PRAGNĘ ŻEBYŚ KU*WO ZDECHŁA! Tak, takie słowa wychodziły ze mnie podczas terapii. Tego typu wyzwiska, zdania zapisywałam w „niemych“ listach do własnej matki. Na podziurawionych kartkach papieru w sensie dosłownym i przenośni. To na nie spływały moje łzy, to mój wkurw robił dziury długopisem, to papier przepełniony goryczą, poczuciem krzywdy, chęcią zemsty, odwetu, ale i bezsilnością na to, że ona tego nie chce słyszeć, nie przyznaje się, nic nie pamięta…

Pragnęłam żeby moja krzywda została uznana/usłyszana. Ja nawet nie chciałam zadośćuczynienia. Ja chciałam, żeby powiedziała Tak to prawda, co mówisz. Przepraszam. Tyle by mi wystarczyło. Ale nie…

Co słyszałam „Ludzie przeżyli obozy koncentracyjne i jakoś żyją!“ „Nie wracaj do tego.“ „To było“ „Ileż można do tego wracać?!“ „NIEPRAWDA”. Bolało mnie to jak cholera. Takie słowa i to, że ona się do niczego nie przyznaje. Męczyłam się tak przez 10 lat chodziłam na różne terapie i wkurw na matkę odpalał mi się co jakiś czas. Wtedy nie mogłam na nią patrzeć, wymiotowałam na samą myśl o tej kobiecie. W moim domu DOKŁADNIE wiedzą, że ja najbardziej oberwałam. Nawet już się moja matka nie dziwiła, że co jakiś czas urywałam kontakt. Wtedy mówiła „Znowu jej się zaczęło.“ Inni mówili gorzej np. że jestem w sekcie, że nienormalna, że znowu mi odbiło. Tak „odbijało“ mi co jakiś czas. Głównie do niej. Bo to moja matka. To ona mnie nosiła pod sercem. Bo ja jestem z niej i tak naprawdę była najbliższą mi osobą. Skoro najbliższą to najbardziej bolało to co robiła, co mówiła i tego czego nie robiła chociaż powinna…

Pracując z wewnętrznym dzieckiem + z mega wściekłością nieraz w swojej głowie tłukłam swoją matkę. Miałam ochotę ją zastrzelić. Robiłam to! Strzelałam z karabinu. Tak – to jedyne co mogłam zrobić. Taka byłam wściekła!

Z czasem przyszła do mnie potrzeba powiedzenia jej tego w twarz. Wywaliłam wszystkie swoje żale, smutki, wkurw przez telefon. Nie patrzyłam na formę. O czym zapomniałam – dopisywałam smsami. Chciałam wyrzucić z siebie wszystko. Oddać jej to całe gówno, które wrzuciła na mnie.

Po 10 latach bezskutecznych prób, ignorancji, kompletnego zaprzeczania z jej strony – odpuściła mi potrzeba uznania moich krzywd. Jak to możliwe? Sama uznałam to co zostało mi zrobione oraz moja matka została zbombardowana z taką SIŁĄ której nie mogła odepchnąć, nie mogła przejść obojętnie. Tym razem już się nie cackałam. Nie obchodziło mnie, że nie chce słuchać, że sama została skrzywdzona. Nie obchodziło mnie to jak ona się z tym poczuje. Stanęłam po SWOJEJ stronie. Byłam wierna SOBIE. Postawiłam wszystko na jedną kartę – „Masz to usłyszeć, a ja mam prawo to powiedzieć!“ Dlaczego to się udało? Skąd ta wielka siła, ten OGIEŃ. Rozpaliła go M. Szpilka. Nie zrobili tego inni tradycyjni, mega doświadczeni, kształceni terapeuci. Nie stało się to na wieloletnich profesjonalnych terapiach. Nie załatwiły tego mądre teorie psychologiczne. Odzyskać SIEBIE, swoją WEWNĘTRZNĄ MOC pomogła Ona – Kobieta która nie jest Psychologiem z wykształcenia, a z powołania. Sama przeszła swoją drogę. Ona doskonale wiedziała jak to smakuje. Ona nie usprawiedliwiała mojej matki, ona STAŁA całą sobą za MNĄ. Za moją historią. Czasem miałam wrażenie, że czerpałam siłę z jej siły. Ona wiedziała co robić, nie bała się „radykalnych“ słów, wizualizacji, medytacji. Ona znała to z autopsji. Bowiem tylko ten kto sam WYSZEDŁ z piekła zna SKUTECZNĄ drogę wyjścia…

P.S.

Dziewczyny to normalne, że tak czujecie, ze tak macie, że macie chęć zemsty, odwetu. Dużo kobiet tak ma tylko głośno o tym nie mówią. TAK – O TYM GŁOŚNO SIĘ NIE MÓWI!

Wiele z Was pyta – co jeśli matka nie chce się przyznać? Czujecie się jak w więzieniu. Wiem, też tak się czułam. Mi pomogło samo wywalenie. Moja matka przyznała mi rację/uznała moje krzywdy dopiero po przeczytaniu mojego bloga – czyli jakieś 7 miesięcy po uwolnieniu gniewu. Paradoksalnie stało się to wtedy gdy ja już tego ani nie oczekiwałam, ani nie potrzebowałam. Uwalnianie trwało 5 miesięcy. Codzienna praca + raz na 10 dni sesja indywidualna. Samo to, że ja z taką wielką siłą jej wywalałam oraz przelewałam to na papier podczas tych 5 miesięcy sprawiało, że ona już nic nie mogła. Nawet jeśli gadała, że „To nieprawda!“, że jak mnie zostawiła to „Byłaś przecież prawie dorosła.“ lub „To już naprawdę zmyśliłaś!“ po pewnym czasie nie miało dla mnie znaczenia. Moja siła została uaktywniona i dodatkowo podtrzymywana na terapii.

Znam kobiety, które zrobiły to bez bezpośredniej konfrontacji. Tak też można. Może to trudniejsza „droga“, ale wiem, że się da.

Może u Ciebie potrwać to dłużej, ale WARTO. To najlepsze co mogłam dla siebie zrobić. Wywalić truciznę. Ona zabija od środka Ciebie, zabija Twoich bliskich, zabija Twoje życie…

CO WESZŁO – MUSI WYJŚĆ!

14 myśli na temat “DO PIEKŁA I Z POWROTEM

    1. Bezpośrednia konfrontacja to powiedzenie matce w twarz lub przez tel.

      Aczkolwiek niektóre dziewczyny (z różnych przyczyn) pozostaja tylko przy wywalaniu gniewu do zeszytu i pracy z wewnętrznym dzieckiem. Nigdy nie powiedziały matce o swojej złości/o tym co im zrobiła.

      Polubienie

  1. Polecam terapię Żywa nadzieja, pomaga w tej pracy, o której piszesz. Tam terapeuta jest całkowicie po twojej stronie i pomaga skonfrontować się z krzywdzicielem/lami, cały proces dąży do tego.

    Polubienie

    1. Wiesz – ja chodziłam na terapie tradycyjne. Niestety nie pomogły. Dziś sama pomagam. Ten blog jest dla innych. To przykład, że można z tego wyjść. Na post/filmik o moich nieudanych terapiach przyjdzie czas…

      Polubienie

  2. Boże jak sam fakt, że ktoś też to parzeżył, pomaga… ja byłam tą małą dziewczynką do której się mówiło jak „cię urodziłam to cię kórwa zatłukę, zamorduję…” nie wiem ile miałam lat myślę że z 6 ? Dzisiaj mam 42 lata i walczę z moimi demonami już od ok 15-tu lat, jest ciężko… od kilku miesięcy pomaga mi Magda Szpilka i czuję że zaczynam ŻYĆ !! CZUĆ !! BYĆ !! Czeka mnie jeszcze długa praca. Dziękuje że jesteś, dziękuje za twoją odwagę i wsparcie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie
    Klaudia

    Polubienie

  3. Jestem właśnie w momencie powrotu do wewnętrznego dziecka. Musiałam przestać czytać, bo nie mogłam w ogóle funkcjonować, po jednej stronie książki odpalało mi na cały dzień wspomnień, gniewu, złości, paranoi, wściekłości, wycia… wszystko naraz. To co zaczęłam odkrywać – to dramat. Złość na mamę to jedno, złość na babcię, ciocię – że nie stanęły nigdy w mojej/siostry obronie, złość na siostrę – że dalej zaprzecza. Od nich usłyszałam, że się mylę, nie prawda, nie pamiętam, bo byłam dzieckiem, oczerniam własną mamę…. Nie mogę jej tego już powiedzieć – zmarła 8 lat temu. Mówię jej wirtualnie. Dziękuję za ten wpis, dowiedziałam się, że jestem na dobrej drodze mimo, że boli tak bardzo i takie na niej wertepy. Jestem na etapie złości, gniewu, niezrozumienia jak to mogło być możliwe? Na razie sobie tu jeszcze pobędę, mimo, że tak bardzo chciałabym już być dużo dalej… Dziękuję. Ściskam ❤

    Polubienie

  4. Eluś … pod każdym Twoim słowem mogę się podpisać, też tak czułam, wciąż czuję. Najgorsze jest to, że kiedy chcę przytulić, zaopiekować się tą małą dziewczynką, SOBĄ, to widzę, że tak naprawdę prawie nigdy nie czułam się dzieckiem,jakbym zawsze była „duża”, odpowiedzialna za wszystko. Ale odnajdę ten moment „prawie ” i przygarnę do siebie to maleństwo. Nie odpuszczę.

    Polubienie

  5. Elu, u mnie dzieje sie ,sama jestem zaskoczona ze tak duzo i szybko ,z ciala rowniez wychodzi,otwarlam portal zmian (przy Teojej pomocy) wyrzicam i doswiadczam (mnie sie udalo z mama -duzo zrozumiala przyznala fakty (jeju nie wiezylam ze ze kiedykolwiek to nastapi) ,fakt bylam szczera moze pierwszy raz w zyciu szczera wzgledem samej siebie
    braniaca siebie i tego co czuje, czuje ze mam prawo mowic szczerze i mowie!! )Dzieki

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s