ZMOWA MILCZENIA

W ilu rodzinach kultywuje się strategię zamiatania pod dywan? W zgodzie z dulskim rozumowaniem Swoje brudy należy prać w czterech ścianach, albo to Nie jest/nie było tak źle lub Nie mów nikomu, co się dzieje w domu. Co musi się stać by wreszcie powiedzieć, a przede wszystkim ZOBACZYĆ zło, które dzieje się wokół nas? Czy żeby przejrzeć na oczy – potrzebny jest kolejny Josef Fritzl, kolejne beczki z dziećmi, kolejna matka zamordowana przez własnego męża…??

Pisząc ten blog wiedziałam na co się narażam. Narażam się na ataki, oskarżenia i opluwanie. Tylko dlatego, że postanowiłam się wychylić i otwarcie pisać o tym o czym NIE WOLNO mówić, pisać a nawet myśleć… NIE WOLNO i NIE WYPADA. „To przecież rodzice! Rodziców TRZEBA szanować! Jak tak można?!” Krzyczą Ci, którzy sami wypierają swoją złość na własnych rodziców lub Ci którzy nie zaznali „zła“ w swoim domu, a zwłaszcza Ci którzy na sumieniu mają najwięcej i podświadomie czują się winni…

Ja tam nie chcę powielać życia mojej matki, mojego ojca, a na blogu dzielę się tym czego się nauczyłam i co „zadziałało“ na mnie.

Wracając do tematu – Przez całe moje życie obserwuję pewną postawę/przeświadczenie, że dzieci to nie ludzie, że dziecko nie czuje i nic nie rozumie. Taki jest mój odbiór tego wszystkiego. Rodzic może robić co chce. Może pić, bić, maltretować, może molestować, może gwałcić, ALE należy mu się szacunek. A właściwie dlaczego? No właśnie? Dlaczego nie ma przykazania Szanuj syna i córkę swoją? Istnieje taka swoista ZMOWA MILCZENIA. O bestialstwie innych/obcych ludzi krzyczy się głośno, ale jeśli chodzi o „swoich domorosłych bandytów” nabieramy wody w usta, bo nie wypada, bo wstyd. Nikt nic nie widział. Nikt nic nie słyszał. Nikt nic nie pamięta. Nie ważne, że Cię zaniedbali, że porzucili, że złamali Ci „kark”. Nie ważne, że Twój mąż codziennie wykręca Ci ręce na dzień dobry, a na dobranoc gwałci. TY MASZ SIEDZIEĆ CICHO! Nie możesz nic powiedzieć mimo iż od dawna jesteś dorosły/dorosła. Kogo chronisz? No na pewno nie siebie. To tak jak z katyńskim kłamstwem. Wszyscy wiedzieli kto dokonał zbrodni, ale twardo trzymali się FAŁSZU, bo strach się wychylać. Ba! Bo tak wygodniej. Smutna prawda jest taka, że nie da się wyjść z czegoś, rozwiązać swoich problemów, zoperować „karku“, póki po uszy pływa się w iluzji/zaprzeczeniu. Póki Twoje życie to jeden wielki kołowrotek przemocy. Nie da się tego zrobić w zamkniętej klatce.

A jeśli już dokopiesz się do prawdy i zdecydujesz się na wyartykułowanie musisz przygotować się na jedno – rodzina będzie bronić iluzji rękami i nogami. To Ty będziesz winna, chora psychicznie, wygadująca herezje, bzdury, bo oni nie pamiętają tego wszystkiego, a właściwie nie chcą pamiętać. Pamiętają tylko to co im uczyniono. Pamiętają tylko to co chcą pamiętać. O mechanizmach NIEBEZPIECZNE SEKRETY i PATOLOGIZACJA pisze w swojej książkę „Szantaż emocjonalny“ Susan Forward:

Wiele rodzin, które ukrywają wstydliwe sekrety: nadużycia wobec dzieci, alkoholizm, choroby emocjonalne czy samobójstwo, milcząco umawia się, by nigdy o tych sprawach nie rozmawiać. Ale kiedy jedna z osób zaczyna zmieniać postępowanie, wycofując się z systemu rodzinnego, który przetrwał dzięki zaprzeczaniu i utrzymywaniu sekretów, inni członkowie rodziny mogą ją nazywać szaloną i niezdolną do przebaczenia oraz oskarżać o niszczenie rodziny. A to wszystko dlatego, że ośmiela się ona mówić o wydarzeniach, których zaistnieniu od dawna się zaprzecza. Taki rodzaj patologizacji widywałam często, kiedy specjalizowałam się w pracy z dorosłymi, którzy jako dzieci padli ofiarą fizycznych czy seksualnych nadużyć. Kiedy moi klienci wracali do zdrowia, chcieli porozmawiać z członkami swoich rodzin o własnych doświadczeniach, ale najczęściej napotykali na opór rodziny i próby powstrzymywania ich przed przerywaniem milczenia (…) To pewniak, że im większe problemy w rodzinie, tym bardziej stara się ona blokować swoich członków, które próbują wrócić do zdrowia. I nazbyt często szantaż okazuje się skuteczny. Groźby opuszczenia, wygnania, kary, odwetu i całkowitej dezaprobaty czy pogardy mogą złamać postanowienie danej osoby, której odważne próby powrotu do równowagi zostały uznane za egoistyczne, niepotrzebne i destruktywne (…) Zdrowe próby ujawnienia i omówienia wydarzeń z przeszłości, często spotykają się z odrzuceniem przez innych członków rodziny, którzy nazywają je fikcją, przesadą, produktem chorego umysłu (…) patologizacja sprawia, że przestajemy wierzyć we własne wspomnienia, polegać na własnych sądach, swojej inteligencji i własnym charakterze. Ale w wypadku patologizacji stawka jest jeszcze wyższa. To narzędzie może sprawić, że zaczynamy wątpić w nasze zdrowie psychiczne”.

Mimo wielu lęków, obaw i nacisków – Nie dałam się złamać.

Pamiętam jak czułam mega nerwa na to zaprzeczanie. Na zaślepienie co poniektórych. Myślicie, że co ja słyszałam jak podczas mojej pierwszej terapii gdy zebrałam odwagę i powiedziałam do mojego ojca, że bił moją matkę. Zacisnął ze złości dłonie, zęby i wykrzyknął: „Ja? Ja nigdy jej nie uderzyłem!“ Byłam w szoku. To powiedział człowiek z wyrokiem na koncie za znęcanie się. Moja mama latami się wypierała niektórych „rzeczy“. Jeszcze rok temu też się nie przyznawała. Do części spraw tak, ale jak rzuciłam jej cytatem tak bardzo okrutnym – to stanowczo zaprzeczyła mówiąc – „No to, to już naprawdę zmyśliłaś.“ Nic nie zmyśliłam wiem to ja, wie to moja siostra, dzisiaj nawet moja matka wie. Nareszcie dotarło do Niej. Ostatnio ktoś „życzliwy“ doniósł mojej mamie o blogu. Nie wiedząc o tym zadzwoniłam do Niej jak gdyby nigdy nic i zapytałam „Co robisz?” „Czytam Twojego bloga…” Serce podskoczyło mi do gardła. (Nie chciałam jeszcze się ujawniać. Nie byłam na to gotowa). To co usłyszałam przerosło moje najszczersze oczekiwania. Moja mama powiedziała- „Tak to wszystko prawda. Tak było“. Postawa mojej mamy sprawiła, że czułam ulgę i miłość. Miałam wrażenie, że była wzruszona i płakała, bo widziała w moich postach samą siebie sprzed 60 lat, małą skrzywdzoną dziewczynkę, która nieświadomie zrobiła to samo swojej córce. Powiedziała do mnie z wielkim smutkiem „Ja naprawdę nie chciałam“. Coś między nami zostało odblokowane. Moja krzywda, moja prawda została uznana. JA zostałam uznana.

Tak to jest – tu nie ma winnych. Nikt nie jest winny. Taki jest świat, że traktujemy innych tak jak nas traktowano, a Polacy noszą w sobie wyjątkowo dużo bólu… Ale czy to oznacza, że mamy przymykać oczy na WŁASNĄ krzywdę? Czy mamy zepchnąć swoje uczucia na samo dno szlachetnie zmuszając się do wybaczenia. Czy mamy żyć w nieszczęściu i powielać niezdrowe wzorce i schematy? Czy mamy tkwić w piekle?

Nie! Dzisiejszy świat, technologie, instytucje oferują nam taką wiedzę i tyle form pomocy, by przerwać ten gorzki cykl powtórzeń.

Ale żeby to zrobić – najpierw trzeba zobaczyć co się dzieje/działo? Zobaczyć gdzie w tym wszystkim jestem/byłam ja? NAJPIERW UCZCIĆ SIEBIE.

Możesz czuć się podobnie, gdy poślubiłaś psychopatę i nikt Ci nie wierzy w Twoją historię. Niestety, ale tacy ludzie to niezwykle przebiegli dobrzy aktorzy. To kameleony o dwóch twarzach. Na zewnątrz inni, a w domu wiadomo co… Zdrowy człowiek, to taki, który nie potrzebuje niszczyć drugiego by sobie ulżyć, by samemu poczuć się lepiej. I do takiego stanu trzeba dążyć dla siebie i swojego życia. Niestety nie dzieję się to poprzez szlachetne teorie, religie, czy podejścia filozoficzne. Przemoc domowa nie zniknie tylko dlatego, że zamkniesz drzwi i odmówisz różaniec.  Żeby to przerwać- trzeba je otworzyć na oścież i zawołać POTRZEBUJĘ POMOCY! ŻYJĘ W PIEKLE! Nie warto poświęcać życia swojego i swoich bliskich tylko dlatego, że się boisz, tylko dlatego, że się wstydzisz. Cena jest za wysoka, zbyt wysoka. Płacisz Ty, płacą Twoje dzieci i zapłacą Twoje wnuki. Nie oddawaj szczęścia swojego ani swoich dzieci na ołtarzu, tylko dlatego ze jakiś jeden mądry duchowny, pobożna teściowa wmawiają Ci, że małżeństwo to do końca życia, tylko dlatego, że szkoda Ci wspólnego majątku, bo finalnie to to Ty ponosisz największy koszt. Pytanie czy warto? Czy warto zmuszać siebie i swoje dzieci do życia w domowej patologii? Może czas wyjść z Fritzlowej piwnicy?

PAMIĘTAJ!

  • Nie ma zdrowia tam, gdzie jest kłamstwo, zaprzeczenie, iluzja. Prawda szuka ujścia. Jeśli świadomie jej nie „przygarniesz“ – życie znajdzie inny sposób, by wyrazić to co przemilczane.

  • Żeby żyć w zgodzie ze sobą rodzic/partner NIE MUSI oprzytomnieć i zobaczyć co się stało/co zostało Tobie zrobione.

  • Będziesz czuć nerwa, wściekłość. To normalne. Jak nie chcą zobaczyć to ZOSTAW. Nie czekaj – zajmij się swoją podróżą i drogą do zdrowia.

  • Nie staraj się na siłę ich zrozumieć i na siłę wybaczyć. Bo na etapie pootwieranych/nieopatrzonych ran to nic nie daje. Tracisz tylko czas i „szarpiesz“ się sama/sam ze sobą. Zrozumienie przyjdzie samo w odpowiednim momencie.

  • Terapia to nie wstyd.  Paradoksalnie najzdrowsza jednostka z rodziny intuicyjnie  widzi i czuje to co się dzieje (widzi najtrzeźwiej) i to ta właśnie osoba decyduje się sięgnąć po pomoc.

  • NIE DAJ SIĘ ZŁAMAĆ! Bądź wierny/wierna SOBIE.

8 myśli na temat “ZMOWA MILCZENIA

  1. Dobrze, krótko ujęte. Nic do dodania. Trudna droga, bolesna i samotna, bynajmniej na początku. Ale warto. Tu chodzi o rozwój osobowości, jeśli zostaniemy na etapie skurczonego ze strachu, zakłamanego dziecka, nie doświadczymy nawet w połowie pełni życia, Zaniedbani w dzieciństwie, dorosnąć możemy teraz sami. Na szczęście.

    Polubienie

    1. Chodziło mi o zakłamane dziecko w tym sensie, że jeśli nie uznamy w sobie krzywd nam wyrządzonych, nie rozpoznamy wypartych swoich emocji, nie wypuścimy ich w bezpiecznych warunkach, to dziecko w nas będzie żyło w zakłamaniu, zaprzeczając dalej temu co miało miejsce, uznając nadal autorytet rodzicieli, bo „matka to matka” itp., bojąc się swojego głosu i konsekwencji.

      Polubienie

  2. Czytam Pania, slucham Pani Szpilki i powoli probuje wrocic do siebie. Dziekuje za podzielenie sie przezyciami i przemysleniami.
    Z kolei brnac przez powyzszy tekst nie sposob nie pomyslec o glosnej ostatnio sprawie Piaseckich. A ile takich Piaseckich jest jeszcze w naszym kraju, mozna tylko sobie wyobrazic. Sciskam! 🙂 Karolina

    Polubienie

  3. Cudownie widzieć, że można sobie poradzić. Dziękuję bardzo za podzielenie się swoją historią. Jesteś niesamowicie silną osobą, a Twoja historia powinna być publikowana wszędzie, dla tych co jeszcze nie wiedzą i czują tylko ból. Rodzice…temat rzeka. Dobrze, że pokolenie z „małymi” dziećmi zaczyna się budzić i stara się robić inaczej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s