CO Z TYM WYBACZENIEM?

Motorem do napisania tego artykułu są hejterskie wiadomości przychodzące na moją skrzynkę majlową od bardziej lub mniej znanych osobistości :). Proszę Państwa celem mojego bloga NIE JEST nawoływanie do nienawiści, czy mszczenie się na kimkolwiek, ale pokazanie losu jaki spotyka wielu ludzi oraz tego jak JA sobie z tym radzę, bądź poradziłam. Nie chcesz? Nie czytaj! Chcesz dzielić się swoimi prawdami objawionymi – załóż swój blog.

Wracając do tematu wybaczenia. Przez lata słyszałam MUSISZ, MUSISZ WYBACZYĆ! Powtarzali mi to psychologowie, księża, znajomi. Jednakże ja nie umiałam. No cholera nie umiałam! Rozumem ogarniałam temat, ale jak to się mówi? Serce nie sługa. Chodziłam na ustawienia hellingerowskie, pracowałam metodą radykalnego wybaczania, gadałam o tym na kilkuletnich terapiach, klepałam różańce, modliłam się.  I co? I nic! W sercu ta sama zadra. Dlaczego tak się działo? Bo wszędzie nie było uznania mojej krzywdy. Było zrozumienie dla mamy, taty. Dla ich ciężkiej historii, losu, ale nie było w tym mnie. Był „pokłon“ nad NIMI, ale MOJA KRZYWDA była wciąż pomijana. W rezultacie chodziłam z wiecznie KRWAWIĄCĄ RANĄ w sercu. Wiecznego nerwa albo ładowałam w siebie, albo w innych. A jak już stłumiłam lekami to dawał o sobie znać poprzez somatykę.

W pewnym momencie po kolejnej próbie nieudanego wybaczenia – odpuściłam. Wybaczyłam sama sobie, że nie umiem im wybaczyć.

Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy pieprznęłam pięścią w stół i powiedziałam Teraz JA! Teraz czas na zobaczenie MNIE. Czas na powiedzenie głośno tego wszystkiego co mi zrobiliście. Nie zrobiłam tego, by kogoś krzywdzić. Moi rodzice usłyszeli co nagrabili i mają się dobrze. Przeżyli moją złość.

Paradoksalnie wtedy przyszło wybaczenie. Wybaczyłam, aczkolwiek nie zapomniałam. Pamiętam WSZYSTKO bardzo dokładnie.

Jak DZIŚ wyglądają  moje relacje z rodzicami?

  • Z mamą możemy się pokłócić „100 razy na dzień”, ale Ona zawsze staje po mojej stronie. Do mnie z kolei dotarło, że pod tą nienawiścią była WIELKA MIŁOŚĆ. Miłość, która mogła dojść do głosu po wyjęciu zadry z serca…

  • Co z tatą? Od czasu rozpoczęcia mojej pracy z Magdą – nie mam z nim kontaktu, aczkolwiek ostatnie wydarzenia z mojego życia osobistego sprawiły, że spojrzałam na Niego łaskawszym okiem. Może zadzwonię, gdy będę na to gotowa…

Taka jest MOJA droga do wybaczenia. Twoja może być zupełnie inna. Ja szanuję Twoją, więc Ty szanuj moją. Dziękuję 🙂

UWAGA!

  1. Tutaj chodzi o zobaczenie/uszanowanie swojej krzywdy przez SAMEGO SIEBIE. To jest bardzo ważny etap. Bez tego ani rusz. Nie chodzi o racjonalizację i tłumaczenie oprawcy, bo to znowu jest przeskok nad tym co dopomina się uwagi. Jeśli rodzic się przyzna i przeprosi to fajnie, ale jak to w życiu może być różnie.  Może nie być w stanie Ciebie zobaczyć. Może być chory lub być na tamtym świecie. Moja mama też nie przyznała się do wszystkiego, a tata poszedł całkowicie w zaprzeczenie.  Najważniejsze jest to by SAMEMU uznać co się stało i powiedzieć – TAK ZOSTAŁEM/ZOSTAŁAM SKRZYWDZONY/A.
  2. Czy trzeba wybaczyć? Moim zdaniem NIE. Uważam, że nie należy się do tego zmuszać, zwłaszcza wtedy, gdy z drugiej strony nie ma choć odrobinę skruchy lub dobrej woli. Zdaję sobie również sprawę z tego, iż pewnych rzeczy po prostu  nie da się wybaczyć…

PAMIĘTAJ – MASZ PRAWO MÓWIĆ GŁOŚNO O TYM CO SIĘ STAŁO. Jeśli rodzic nie „słyszy” – zrób to na terapii, wyrzuć to z siebie w listach, ale ZRÓB TO! Tłumienie/ignorowanie zadanego bólu tak czy siak odezwie się  i zbierze swoje tragiczne POKŁOSIE w postaci nałogu, choroby, traumy kolejnego pokolenia…

9 myśli na temat “CO Z TYM WYBACZENIEM?

  1. Wlasnie, „ani skruchy, ani dobrej woli”…Moja mama nigdy nie dopuscila, zeby jej cokolwiek zarzucic, powiedziec, ze przez nia jestesmy tak bez skrzydel i bez korzeni, ze pelzamy, zamiast plawic sie zyciem…Wolala zyc tym klamstwem swego zycia, bo prawda byla zbyt okrutnie bolesna…Cholera jasna!…

    Polubienie

    1. kajsamisia dziękuję za komentarz. Dodałam coś do tekstu. Pamiętaj, że nie musisz. Nic nie musisz. Możesz powiedzieć sama do siebie „No cholera! Nie mogę/nie umiem wybaczyć.” Wybacz sama sobie, że nie potrafisz i to też jest ok. W książce „Matki, które nie potrafią kochać” i „Toksyczni rodzice” jest rozdział jak sobie radzić z kompletnym zaprzeczeniem przez rodziców tego co się stało. Powodzenia!

      Polubienie

  2. Dla mnie kwestia wybaczenia jest trzeciorzędna, jeśli w ogóle jest problemem. Jeśli ktoś przeżył dzieciństwo i młodość w rodzinie alkoholowej, toksycznej, z przemocą, to jego problemem jest uporanie się z własną traumą i readaptacja do zdrowego życia społecznego. Na tym powinna skupiać sie energia terapii czy samorozwoju.
    Zwykle zaraz potem pojawia się problem jaki rodzaj kontaktu i czy w ogóle utrzymywać z toksycznymi rodzicami. Bo to jest ciężkie zadanie – zdrowieć i mieć kontakt z chorymi równocześnie. Zwłaszcza jeśli rodzice nie pracują nad sobą, a tak najczęściej jest.
    Wybaczenie albo się pojawi albo nie, ale akurat tym się nie przejmuję. Mam dużo do zrobienia w swoim zakresie i na pewno nie pozwolę już deprecjonować swojej osoby w żaden sposób.

    Polubione przez 1 osoba

  3. …..”Czy trzeba wybaczyć? Moim zdaniem NIE. ….” — moim też nie.
    …Wybaczyłam sama sobie, że nie umiem im wybaczyć….. – to jest super! Ja osobiście wybaczyłam sobie, że nigdy im nie wybaczę, że mnie powołali na ten chory świat. 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Jesli Bog mi nie wybacza gdy nie ma skruchy i szczerego zalowania za grzechy to dlaczego my wogole zastanawiamy sie nad przebaczeniem rodzicom, ktorzy wszystkiego sie wypieraja i ignoruja nasze krzywdy! Jesli tego nie rozumiemy to nadal tkwimy w toksycznych zaleznosciach. Nie traktujmy sami siebie jak przedmioty bez serca. Sama przechodzilam przez radykalne przebaczenie ale sorry, kpiny dla ofiar. Ja jako matka przepraszam swoje dzieci gdy zrobie cos zlego, mowie na jakie traktowanie ze stronny innych ludzi nie moga sie zgadzac , a pozniej co mam odpuscic mojej narcystycznej matce w imie czego? Poplatane z pomieszanym. Trzeba wzmacniac swiadomosc i leczyc podswiadomosc a jesli, ktoregos dnia matka przyjdzie ze skrucha mnie przeprosic to bede stala za soba, powiem cala prawde i zobacze czy zaluje tego, a i tak po tym bylabym ostrozna bo narcyzy potrafia niezle manipulowac.

    Polubienie

    1. Teraz Ja, dziękuję bardzo za ten wpis, tak szczery i bardzo celny, prawdziwy w każdym punkcie! Bardzo się cieszę, że Twoja matka potrafi stanąć choć trochę po Twojej stronie, to już bardzo wiele dla Dorosłego Dziecka. Potwierdzam, że tak jest, takie są problemy z wybaczaniem i dziękuję, że są ludzie, którzy mają odwagę nie zamiatać tego pod dywan w imię wyższych wartości, miłości, bo te problemy są bardzo realne i trzeba się z nimi konkretnie zmierzyć, a nie unikać i udawać, że można zrobić z nimi porządek np. siłą woli, postanowienia, że było-minęło, że trzeba wyjść z roli ofiary i w końcu „przestać obwiniać rodziców”, bo się starali – że wystarczy ich zrozumieć. Otóż nie!
      Nie podoba mi się też założenie, że „nie ma winnych” dlatego, że to jest sztafeta pokoleniowa: rodziców skrzywdzili dziadkowie i tak dalej – wszyscy są biednymi ofiarami, nie wolno „obwiniać”. Skoro narkoman, czy alkoholik musi być skonfrontowany z własną odpowiedzialnością za swoje czyny, choć w nałóg popadł często nie z własnej winy, to tak samo rodzic, który wyrządza dziecku krzywdę musi zdać sobie sprawę z tego, że źle robi i to on odpowiada za skutki swoich czynów, bo dziecko jest od niego zależne. Jakimś cudem, gdy zdarzają się okrutne zbrodnie rodziców na dzieciach, które wstrząsają społeczeństwem, to ci rodzice dostają za to wyrok. Pytanie: czy trzeba aż takich zbrodni, aby zrozumieć, że potrzebna jest edukacja przyszłych rodziców? Skoro ktoś decyduje się na posiadanie zwierzęcia, jest zobowiązany do tego, aby nabyć wiedzę o tym, jak zadbać o to zwierzę, a przynajmniej mu nie zaszkodzić. Tym bardziej zobowiązująca jest decyzja o wydaniu na świat dziecka… Oczywista oczywistość! I odpowiedzialność: rodziców.
      Dziękuję wszystkim osobom komentującym, każdy głos jest cenny, o tym trzeba mówić. Asiu, dziękuję Ci za ten głos rozsądku w kwestii wiary, swój komentarz rozwinę w tym kierunku. Przez całe życie byłam naciskana, że muszę „pogodzić się” z rodzicami, rodzina wybrała wygodne założenie, że to ja się z nimi „pokłóciłam”. Babcia powtarzała mi, że obawia się o moje zbawienie, rodzina szantażowała wiarą. Skoro moi krzywdziciele są wierzący, to dlaczego im tyle wolno, a tylko dziecko jest do czegoś względem nich przymuszane okrutnym szantażem, który niszczy jego jedyne oparcie w Bogu? Dlaczego nikt nie chce zobaczyć odpowiedzialności rodziców za los dziecka i jego problemy? To ja byłam obciążana winą za wszystko, co było złe w tej rodzinie (rola kozła ofiarnego – bardzo trudno tę „bombę” rozbroić). Skończyło się to dla mnie zniszczonym zdrowiem i próbami samobójczymi, wieloletnią terapią. Praca na całe życie.
      Dlaczego zastanawiamy się nad przebaczeniem rodzicom, choć oni się wypierają odpowiedzialności za krzywdy, których się wobec nas dopuścili? Chyba dlatego, że to są najsilniejsze więzi, a nad głową dziecka ciąży przykazanie, od którego ono nie może się uchylić: „czcij ojca i matkę swoją” i to przykazanie często bywa stosowane do wywierania presji na dziecku w myśl zasady: „nie kat winny, lecz ofiara (bo nie może/nie chce wybaczyć, a rodziców TRZEBA czcić i kochać)”. Jan Paweł II mówił o tym, że to przykazanie działa w dwie strony: rodzice powinni na tę cześć zasługiwać.
      Myślę, że nikt zdrowy, czujący, żadne dziecko nie chce „trzymać urazy”, jak to się często błędnie nam wmawia i brak przebaczenia nie jest żadną pychą, wyniosłością, egoizmem, tylko wynika z realnej krzywdy. Każde dziecko przecież ma potrzebę kochania rodziców, posiadania życiodajnej więzi z nimi! Tutaj chodzi o to, że ta druga strona nie daje szans na wybaczenie, bo np. krzywda trwa, albo krzywda się skończyła (choć jej skutki często trwają, bo tego nie da się wymazać, gdy ktoś np. stracił zdrowie i musi się leczyć), jesteśmy już z dala od domu, ale nawet na odległość i kilometrów i lat, boli to, że krzywdziciele wszystkiego się wyparli, a nam przyklejono na dodatek negatywną etykietę w rodzinie i nie mamy w niej żadnego sprzymierzeńca.
      Jak sobie pomóc? Jak pisze Susan Forward i Alice Miller: nienawiść trwa, dopóki jest zależność. Przede wszystkim wiąże nas zależność emocjonalna, nieodcięta pępowina. Oczekujemy, że dopóki rodzice żyją, jest szansa, że kiedyś potwierdzą, że to, co czujemy jest prawdą, że tak było. Oczekujemy od nich sprawiedliwej, uczciwej postawy: uznania i potwierdzenia prawdy, wyzwolenia nas od krzywdy. Szczerze mówiąc, ja nie oczekuję od nich jakichś przeprosin, nie chcę nad nimi triumfować, czy oddać im za to, co zrobili. Chciałabym tylko, aby zdjęli ze mnie ten głaz poczucia winy i potępienia, odrzucenia, żeby w końcu zobaczyli, jak było naprawdę, że nie byłam złym dzieckiem! Trudno jest mi uznać, że od nich tego potwierdzenia nie dostanę. Mogę dać je sobie sama: uznając własną krzywdę, porzucając rozpaczliwe próby uzyskania zrozumienia od rodziców. Pogodzić się ze stratą tego, co się prawdopodobnie już nie wydarzy – to jest bardzo trudne, wymaga dania sobie przyzwolenia na dotarcie do emocji, wymaga dużo czasu. Pozdrawiam Was ciepło i życzę nam wszystkim siły do tego, by dać sobie prawo do życia, do czucia, stopniowego uwalniania się, budowania od podstaw swojego wewnętrznego Domu.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Ja mysle, ze rodzice zdaja sobie sprawe, po czasie, ze nam wyrzadzli krzywde, ale to wymaga duzo odwagi, skruchy i szczerosci by sie do tego przyznac…rzadko to sie zdarza…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Niektórzy tak, a niektórzy do śmierci uważają, że byli wspaniali. Żyją w poczuciu zaprzeczenia… Uznanie krzywd dziecka wymaga dojrzałości…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s