GŁODNI, TAK BARDZO GŁODNI…

Dzisiaj chciałabym poruszyć problem niezaspokojonych potrzeb dziecka i jak to wpływa na życie tylko pozornie dorosłego człowieka. Piszę pozornie, bo gdy rodzice nie zaspokoją dziecku jego potrzeb w odpowiednim czasie/fazie rozwoju – ono nie może dorosnąć. Efekt jest taki, że w pewnej części pozostaje na etapie małego dziecka.

Jakie to mogą być potrzeby? To potrzeba uwagi, podziwu, bycia ważnym, szanowanym, miłości, czułości, akceptacji, przynależności, opieki itd.

Co się dzieje gdy matka/ojciec nie zaspokoją naszych potrzeb? Dochodzi to tzw. FRUSTRACJI POTRZEB. Dziecko nie może sobie poradzić z brakiem tego czego zabrakło od najważniejszych. Rozwój zostaje zahamowany, a ono samo będzie później szukać tego czego zabrakło w relacji z opiekunami w świecie zewnętrznym. I tu zaczyna się dramat samego człowieka jak i jego najbliższych. To żebranie, wyszarpywanie u przyjaciół/partnera – miłości, uwagi, podziwu… To zamęczanie wszystkich dookoła swoimi wewnętrznymi „dziurami“, emocjonalnym głodem. Mimo dorosłego wieku możemy zachowywać się jak małe rozwrzeszczane, roszczeniowe dziecko. Możemy „tupać nogami“ i domagać się tego wszystkiego od ludzi, którzy nie mogą nic nam zaoferować, bo nie mają takich możliwości. Przecież nie zaspokoją nam 30, 40, 50 lat braku miłości, uwagi rodzicielskiej. BA! Oczekujemy od innych, by sami się domyślali o co nam chodzi, czego pragniemy. By byli przy nas NATYCHMIAST i ukoili nasz ból. To są właśnie roszczenia małego dziecka do rodzica. Zadaniem matki jest odgadywanie potrzeb dziecka i jak najszybsze ich zaspokajanie.

Niestety, ale większość z nas „czepia“ się nie do tych co trzeba i stąd właśnie biorą się dramaty międzyludzkie. Pragniemy tego czego nie dali nam rodzice i to jest ok. Ale nie jest ok, gdy „męczymy“ o to swoich partnerów, a nie daj boże dzieci. Jak nie dostajemy to jesteśmy jeszcze bardziej rozgoryczeni i sfrustrowani. Taka postawa tylko zniechęca innych do nas. Taka postawa odrzuca. Ludzie czują, że nie są w stanie przeskoczyć zbyt wysoko zawieszonej poprzeczki i uciekają gdzie pieprz rośnie. Taka postawa sprawia, że czujemy się jeszcze bardziej niezrozumiani i osamotnieni…

Nie dali rodzice, nie dali partnerzy – to może trzeba zapić, zaćpać, zmasturbować tę cholerną pustkę? O jak fajnie. Łatwo i przyjemnie, a przede wszystkim szybko. Czy skutecznie? No nie bardzo… Wszystko działa, ale na krótką metę. Po jakimś czasie wpadamy w jeszcze większą otchłań.

Niestety – gorzka prawda jest taka, że jeśli rodzice nie zapełnili naszej pustki, nie nakarmili emocjonalnie do tej pory – to już tego nie zrobią i najwyższy czas przyjąć to do wiadomości. Nie zrobi tego nawet najlepszy przyjaciel, ani partner. Nie da tego najlepszy lek. Ale jest też dobra wiadomość – można zaspokoić swoje potrzeby samemu. I tu się kłania praca z triggerami.

Jak ja pracuję z wyzwalaczami?

  • Gdy ktoś mnie pobudza emocjonalne (złości, denerwuje, dołuje) np. czuję pogardę od tej osoby. Czuję się w jej towarzystwie jak człowiek drugiej kategorii – zapisuję to uczucie.

  • Gdy jestem sama – opisuję sytuację i nieprzyjemne emocje. Dopuszczam do siebie wszystkie uczucia jakie mi się pojawiają wobec tej osoby. Piszę co bym chciała jej powiedzieć, wygarnąć.

  • Po czym zadaję sobie pytania => Kto w przeszłości mnie już tak traktował? Do kogo czułam już te uczucia? Komu tak naprawdę chciałabym to powiedzieć, wygarnąć? Mamie/Tacie?

  • Wyobrażam sobie małą Elunię z tymi wszystkimi uczuciami. Pozwalam Jej na wyrzucenie, wyrażenie tego do kogo trzeba. Ona czuje się ważna i szanowana, bo ktoś wreszcie stanął po Jej stronie. Ktoś wreszcie się Nią zajął, wysłuchał, przytulił. Sama zaspokajam jej potrzebę tym, że w ogóle przy Niej jestem.

Po takiej pracy zwykle okazuje się, że problem tkwił we mnie od bardzo dawna, a dzisiaj pojawia się w formie przeniesienia, projekcji na drugą osobę. Tylko taka forma pracy sprawiła, że przestałam uciekać w zajadanie swojej pustki. Przestałam szukać ratunku w antydepresantach. Przestałam szukać wybawcy. A co najważniejsze – przestałam czuć się jak wydmuszka.

Życzę zajrzenia w siebie, zaopiekowania się sobą, bo nikt tego za nas nie zrobi. Nie pomoże stos książek, tłum terapeutów, przyjaciel, partner, dziecko. Nie pomoże wieloletnia psychoanalityczna paplanina. Nie pomoże wypicie hektolitrów alkoholu. Nie pomogą psychotropy. Pomaga zabranie się do pracy i otoczenie opieką Małej stęsknionej dziewczynki… Małego wyjącego z samotności chłopczyka…

UWAGA!

Tekst ten mówi o głodzie emocjonalnym, którego nikt i nic nie jest w stanie zaspokoić. Jedynym sposobem, który działa na mnie jest praca z triggerami  oraz z wewnętrznym dzieckiem. Nie znalazłam tego na zewnątrz. Ani w rzeczach materialnych, wspomagaczach ani z w drugim człowieku. NIE OZNACZA to, że nie korzystałam z pomocy terapeuty. Tak korzystałam, ale największą pracę wykonywałam między sesjami robiąc ćwiczenia. Terapeuta nie wypełni pustki. Terapeuta pełni rolę wspierającą. Tak jak  samo przeczytanie książki nie wystarczy. TRZEBA WYKONYWAĆ ZADANIA.

26 myśli na temat “GŁODNI, TAK BARDZO GŁODNI…

  1. Zawsze w drodze powrotu do samego siebie potrzebny jest nam ktos empatyczny, towarzysz, ktory poprostu jest. Troche trzeba uwazac aby nie zostac taka ‚Zosia samosia’ , emocje przerobione, mala nakarmiona a ja wciaz zbuntowana… Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dlatego tak ważne jest, aby zwracać uwagę na (brzydkie słowo) jakość ludzi, którymi się otaczamy i których sobie dobieramy w Naszym życiu na towarzyszy podróży (na ile się da), a jednocześnie mając świadomość, że praca ze sobą nad sobą i tak zaprowadzi zmianę w szeregach 🙂 więc Ci, którzy nie zdążą za Nami po prostu odejdą. Kiedyś żebrałem o każdy przejaw obecności w moim życiu, później przestałem, zatrzasnąłem się w sobie w nadziei, że coś to zmieni i „ktoś się zainteresuje”, ale oczywiście neon nad moją głową skutecznie to wykluczył. Zajrzałem w siebie, mrok się rozpłynął, popłynęła rzeka łez lub nawet ocean, narodził się nowy człowiek i gdy tych ludzi już nie potrzebowałem… przyszli sami 🙂 i nie chcą odejść :)))

      I dziękuję Ci, że podobnie do dzielnych kobiet, które w końcu mają odwagę mówić o swoich Prawach mówisz o tabu o którym wielu zapomina, że ma jakiekolwiek znaczenie. Setki razy (do zrzygania) słyszałem „mnie też bili i zobacz na kogo wyrosłem…” i co… i na tym koniec, bo w środku ruina, ale za to ładnie przyklepana ślicznym domkiem, smutną żoną i kochanką na boku :/

      Polubione przez 1 osoba

  2. Jest też inny schemat, przyzwyczajeni że nie dostajemy od najbliższych uwagi i miłości, że to my opiekujemy się rodzicielami, bierzemy odpowiedzialność za nienormalną sytuację w domu, powiem że perwersyjną gdyż wszystko jest odwrócone do góry nogami (role, obowiązki itp.), szukamy podobnych rodzicom w swoim otoczeniu i kontynuujemy zadowalanie się ochłapami. Dajemy sobą manipulować i sami manipulujemy swoimi uczuciami, aby w chorych relacjach się utrzymać. Nie jesteśmy partnerami dla innych, ale ich rodzicami, niewolnikami, podnóżkami. Nie oczekujemy zbyt wiele, bo nie wiemy że można w ogóle dostać coś bezinteresownie. U mnie występuje najczęściej uczucie, że nic mi się nie należy, na każdy pozytywny gest w moją stronę powinnam sobie zapracować, zasłużyć.
    Myślę że tych schematów jest wiele, że mogą występować naprzemiennie, albo nie. Jestem na etapie uświadamiania sobie

    Polubione przez 1 osoba

      1. cytuję:
        Nieświadome odtwarzanie wzorca rodzinnego przez DDA, może przybierać różne formy:
        – wybieranie partnera podobnego do ojca/ matki, bo brak poczucia własnej wartości i przekonania, że zasługuje się na lepsze traktowanie,
        – ze względu na brak doświadczenia prawidłowego związku, miłość mylona jest z agresją, huśtawką nastrojów, dramatycznymi emocjami i przeżyciami albo z bezkrytyczną litością nad partnerem, który nie radzi sobie z uzależnieniem,
        – na skutek braku normalnego procesu tworzenia więzi z rodzicami, bliska relacja mylona jest z postawą, że kocha się ponad wszystko, za wszystko i lojalnie, nawet, jeśli trzeba wybaczyć najgorsze rzeczy,
        – pozostawanie w sytuacji bez wyjścia, kiedy nie udawało się zmienić sytuacji, a rodzice nie mogli sobie poradzić z uzależnieniem i ukrywali może powodować postawę: „matce/ ojcu nie udało zmienić ojca/matki, ale ja zmienię partnera swoją miłością, tym razem dam sobie radę, poradzę sobie lepiej niż moi rodzice”,
        – z powodu nieumiejętności budowania bliskości, która kojarzy się z cierpieniem albo dramatem, w odruchu obronnym przed bliskością następuje zamkniecie się w sobie,
        – trwanie w bardzo złych, niszczących związkach, niejednokrotnie z osobami uzależnionymi, ponieważ jest się w stanie bardzo dużo wytrzymać poprzez obronne zaprzeczanie, tłumienie uczuć, zwłaszcza złości, wchodzenie w sytuacje bierności, bezradności, role ofiary,
        – odchodzenie od partnera, choć związek może być zdrowy, żeby nie znaleźć się w sytuacji bycia opuszczonym i nie czuć bólu opuszczenia, czasami nieświadome wypróbowywanie wytrzymałości partnera, poprzez wszczynanie konfliktów: ile partner zniesie, czy nie odejdzie,
        – dbanie tylko o potrzeby partnera i życie w ciągłej frustracji, w związku, ponieważ w przeszłości przeważnie doświadczało się miłości ze strony rodziców w sytuacjach, gdy do czegoś przydało się rodzicom. W efekcie myślenie o tym, że w związku liczy się tylko druga osoba, a jest się dla kogoś ważnym tylko wtedy, gdy jest się tej osobie potrzebnym i całkowicie oddanym,
        – obawa przed zmianami i utratą poczucia bezpieczeństwa, która powoduje zamkniecie w niezdrowym związku, pomimo świadomości, ze zmiana byłaby lepsza,
        – ponoszenie dużych ofiar z samego siebie, w imię miłości, tak duże jest pragnienie bycia kochanym i akceptowanym przez partnera,
        – wyuczona w dzieciństwie tendencja do karania siebie i brania wszystkiego na siebie (nieadekwatne poczucie winy), co powoduje usprawiedliwianie najgorszego traktowania i zaniedbywania przez osobę, z którą tworzy się związek.
        Grupa DDA Dublin, artykuł zredagowała Agnieszka Rajda (na podstawie artykułu Marzanny Kucinskiej)

        Polubione przez 1 osoba

  3. Nie umiem zaopiekować się swoim małym chlopczykiem. Mam wrażenie że jest na mnie i na cały świat wsciekly. Jest skurczony w swoim strachu i zlosci. Odrzuca mnie. A ja dawno temu go odrzucilem. Schemat powtarza się we wszystkich zwiazkach z ludzmi. Jestem skurczony ze strachu i próbuje być dla innych tak, jak sądzę ze oni chcieliby mnie widzieć. Przy czym jestem wkurzony i przestraszony jednocześnie. Gdy widzą mnie prawdziwego, akceptują mnie takim jakim jestem. Ja nie akceptuję siebie prawdziwego i zarazem tego małego chłopczyka. Dziękuję za ten artykuł.

    Polubienie

    1. Daj Mu czas. Potraktuj go jak najlepszy przyjaciel, który jest z Nim w każdej okoliczności, w każdej emocji. Wysłuchaj małego. Pozwól mu na wygadanie, wypłakanie, wykrzyczenie. Zapytaj na co ma ochotę? Może chce coś zdemolować ze złości? Pozwól Mu na to. Przeproś za to, że tak długo był sam. Nie wiedziałeś o Jego istnieniu. Nie gań, nie pouczaj, nie krytykuj. On ma dość reprymend. On ma dość karcenia. Zapewnij go, że akceptujesz go takim jakim jest. Akceptujesz każdą emocję. Powiedz Mu, że go kochasz.

      To może wydawać się sztuczne na początku. On może nie wierzyć. Nie ufać. Jeśli będziesz powtarzać ten proces codziennie przez kilka dni – przyjdzie moment, że uwierzy, uspokoi się a najważniejsze jest to, że Ty dostrzeżesz zmiany w sobie samym.

      Pamiętaj, że praca z wewnętrznym dzieckiem to praca na całe życie. Jak przepracujesz jeden aspekt siebie. Pojawi się następny – na głębszym poziome.

      POWODZENIA!

      Polubienie

      1. Dziękuję Ci bardzo! Dajesz mi poczucie, ze nie jestem w tym procesie sam. A moze inaczej, pojawila się we mnie zgoda na nie bycie samemu. Dziękuję ❤

        Polubienie

      2. Dziękuję Ela. Napisałaś to prosto i bardzo przejrzyście. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że tak właśnie jest z pustka emocjonalną. A jednak gdy czytam, że to praca na całe życie, to dokopywanie się do jakiegoś sedna żeby poczuć wreszcie spokój, czuję bunt. Może ‚koniec życia’ to tak naprawdę koniec życia w nieświadomości i ślepym odgrywaniu schematów. Wierzę, że istnieje życie w pełni wolnym od przeszłości uwarunkowaniu, w świadomym wyborze a przede wszystkim którego podstawą jest obecość wszystkimi zmysłami tu i teraz. Ja teraz doszłam do pytania, które brzmi: czy moja pustka emocjonalna, która kierowała moim życiem czy jest to tak naprawde moje żrodło istnienia i miłości, esencja życia? Ta sama pustka, która sprawiała, że byłam żebrakiem teraz sprawia, że jestem bogata w Miłość? A wszystko dzięki temu, że odważyłam się w nią wejść i przez to dokonała się zmiana?

        Polubienie

      3. U mnie było tak, że po kilku miesiącach intensywnej pracy z wewnętrznym dzieckiem zniknęło uczucie pustki. Pisząc, że to praca na całe życie, miałam na myśli, że zawsze coś wraca (na głębszym poziomie). Najtrudniejsze są pierwsze miesiące, bo wtedy człowieka ścina z nóg największy emocjonalny ból, smutek wymieszany ze złością. Przynajmniej u mnie tak to wyglądało. Pozdrawiam 🙂

        Polubienie

  4. Jak ja Cię rozumiem…przechodzę podobnie. Dzięki że o tym piszesz, tak bezpośrednio, bez owijania w bawełnę. Czytając ten tekst płyną mi łzy, bo znowu gdzieś dotarłam wewnątrz…Takie wpisy są potrzebne, bardzo. 🙂

    Polubienie

  5. A ja bym prosiła o bardziej szczegółowy opis tej pracy z wyzwalaczami, a już kilka konkretnych przykładów, to było by naprawdę super, żeby złapać, o co dokładnie chodzi i nie popełnić jakiegos dyskwalifikującego błędu…

    Polubienie

  6. A ja długo nie potrafiłam odnaleźć w sobie tej dobrej opiekuńczej dorosłej, na którą mała Kasia mogłaby liczyć. Zawsze ta duża była krytykująca, wymagająca i surowa. Dopiero po przeczytaniu książki „Rozmowy z Bogiem” N.Walscha zrozumiałam czym tak naprawdę jest wielka, bezwarunkowa miłość, poczułam ją i w końcu potrafiłam okazać ją małej Kasi.

    Polubienie

  7. Moja mała dziewczynka miała dużo opieki, w zasadzie za dużo, dużo niepewności że strony matki wszystkowiedzącej. Teraz boi się działać, wiecznie szuka kogoś, kto ją zapewni, że powinna pójść taką czy inną drogą. Jak sobie radzić w takiej sytuacji?.
    Dziękuję za artykuł.

    Polubienie

    1. To o czym piszesz to też PRZEMOC. Nie można takich zachowań bagatelizować ani umniejszać cierpienia ofiary. Jak tylko mama miała monopol na wiedzę – to nic dziwnego, że dziecko nie wierzy, nie ufa sobie… Wcale mnie nie dziwi jak się czujesz. Postaraj się robić jak najwięcej rzeczy bez pomocy innych. Podejmuj samodzielne decyzje tzn. nie pytaj o zdanie np. matki. Takim sposobem poczujesz się troszkę lepiej, ale to nie rozwiąże problemu, który tkwi głęboko. Trzeba wracać do małej i powtarzać jej, że ma rację, jej zdanie i opinia są ważne. Najlepiej połączyć oba sposoby. Trzymaj się 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s