NIENAWIŚĆ

Moja stara dobra znajoma. Czułam ją chyba od zawsze. Zatruwała moje serce, moje relacje, moje życie. Czasem przeradzała się w mega wkur…, w mega wściekłość. Na kogo? NA MATKĘ! Za te wszystkie lata zjadliwych tekstów, niesprawiedliwych ocen, za porzucenie, za brak czasu, za to co mi zrobiła i za to czego nie zrobiła choć powinna. Czułam ją dzień w dzień. W każdej minucie. Krzyczałam, wściekałam się, byłam niemiła, wyładowywałam się na innych. Dlaczego? Bo wylewała się ze mnie żółć. Wychodziła każdą komórką mojego ciała. Nie umiałam już dalej żyć z tą niszczycielską siłą w sobie…

Pamiętam jak na mojej pierwszej terapii dałam jej upust i pozwoliłam sobie ją czuć. Trwało to kilka miesięcy. W pewnym momencie moja ówczesna terapeutka stwierdziła, że się „zapętliłam“ i proces trzeba wyciszyć. Efekt? Zostałam z tym cholerstwem na kolejne 10 lat. Ech… Szkoda gadać! Najlepiej podsumowują to słowa Magdy Szpilki – „Ela, nie da się zrobić kupy do połowy!“. Ponownie zaufałam i rozpoczęłam proces „oczyszczania“ mojego zatrutego organizmu.

Jak to wyglądało?

  • Zaakceptowałam to uczucie i przyznałam sama przed sobą, że po tym wszystkim co mi zrobiono – mam prawo je czuć i to jest OK.
  • Zaszyłam się w domu i skupiłam się na sobie. Starałam się jak najmniej odzywać do ludzi, ponieważ podczas tego procesu byłam bardzo nerwowa i wszyscy mnie triggerowali.

  • Pisałam tzw. brudne listy do matki. Pisałam co chciałam (bez cenzury). Płakałam, klnęłam na zmianę. Moja wściekłość była tak wielka, że robiłam dziury w kartkach. Chciałam jej odpłacić pięknym za nadobne. Oddać całe zło. Nie wysyłałam.

  • Czytałam BARDZO dużo książek m.in. „Toksyczni rodzice“, „Matki, które nie potrafią kochać“, „Powrót do swego wewnętrznego domu“ + ROBIŁAM ĆWICZENIA w nich zawarte.

  • Raz na 2 tygodnie lub raz na tydzień dzieliłam się moim bólem z Magdą na sesjach.

  • Biegałam na siłowni. Chodziłam na saunę. Czułam się strasznie zmęczona – chodzące zombi, wrak emocjonalny. Nie miałam na nic siły. Do pracy chodziłam zaniedbana z modlitwą na ustach – Żeby tylko nikt ode mnie dzisiaj nic nie chciał. Zrezygnowałam z kierowniczego stanowiska, bo moja terapia i „rozwiązanie“ tego problemu było dla mnie sprawą priorytetową. Szczerze mówiąc – źle reagowałam na ludzi. Pragnęłam spokoju. W pracy tylko mój laptop mnie nie wnerwiał :).

  • Po około 4 miesiącach takiej męczarni – pytałam siebie Ile jeszcze? Ile jeszcze? Dłużej tego nie wytrzymam! Zwątpiłam… Powiedziałam sama do siebie – „Chyba będę musiała spędzić resztę swojego życia z tym okropnym uczuciem“.

  • Na końcu nie wytrzymałam i wywaliłam wszystko jej jak leciało przez telefon. Nie było to przyjemne. Nie bawiłam się w dyplomację. Nie umiałam się opanować i zrobiłam to w szale. Po tym incydencie – przeżyłam Katharsis. Długo po zakończeniu rozmowy – leżałam na łóżku w drgawkach. Czułam ulgę. Zrzuciłam z siebie wielki ciężar, który nosiłam na plecach.

Przestałam wywalać swojego nerwa na bogu ducha winnych ludzi. Nie mam takiej potrzeby. Mam wrażenie, że dopiero teraz jestem sobą. Trwało to 5 miesięcy. Było cholernie trudno, ale to najlepsze co mogłam zrobić dla siebie i swojego nowego życia.

Dlaczego? Bo zaadresowałam swoją złość do nadawcy. Moi przyjaciele, moi współpracownicy przestali płacić nie swój rachunek. Już nie muszą…

A co z mamą? Nareszcie mogę z Nią rozmawiać, śmiać się i kochać Ją bez negatywnych uczuć będących wynikiem Jej własnych ran, niedociągnięć i błędów wychowawczych. WSPANIAŁE UCZUCIE 🙂

17 myśli na temat “NIENAWIŚĆ

  1. Witaj, po rozpoczęciu w ubiegłym roku terapii grupowej dda – jestem w wieku po czterdziestce, rozpętało się we mnie również apogeum wściekłości, i trwa już dobrych kilka miesięcy. Nigdy nie byłam tak wściekła za 20 lat spędzonych w totalnie perwersyjnej domowej atmosferze, jak teraz. Zaskoczyłam się tymi hektolitrami wściekłego żaru, musiałam dobrze przybetonować te emocje kiedyś, bo gdzie one były? W moich uzależnieniach zapewne, teraz kiedy uzależnienia tracą na mocy lub zupełnie straciły – chociaż z emocjonalnym ciągle mam problem w relacjach-wściekłość która nie mogła być wyrażona kiedyś- wypłynęła jak lawa. Terapii grupowej już nie dokończyłam, próbowałam indywidualnej, ale również przerwałam. Płynę sama na falach wściekłości skierowanej do moich rodzicieli, ale nie chcę dopłynąć do nich. Chcę wrócić do siebie, tej może jeszcze nieodkrytej.
    Chętnie napiszę do Ciebie na priv, żeby wymienić się doświadczeniami. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  2. Czuje, jak bliskie jest mi to co opisujesz. Tyle nienawisci od najblizszych za to, ze zyjemy, chcemy sie rozwijac i byc kochanym. Sercem i umyslem nie zrozumiale. Chyba tylko choroba psychiczna wyjasnia ich zachowania. Gratulacje, ze odnalazlas siebie. Wierze, ze i ja pewnego dnia otworze szeroko ramiona jak Kate Winslet w Titaniku, bede wolna i juz nie bede sie bala bac!

    Polubione przez 1 osoba

  3. A Ona, matka, co z Nią ? Wiem, byłaś w szale, wywaliłaś swój ból i wściekłość.
    Czy naprawdę była złym człowiekiem ? Nie znam Twojej sytuacji ale wiem, że sygnał „nadawany” i „odbierany” to nie jest ten sam sygnał. Został we mnie dyskomfort.
    Pozdrawiam,
    Krystyna

    Polubienie

    1. Moja mama sama miała nieszczęśliwe dzieciństwo. Niestety takie zachowanie nie wzięło się z nikąd… Wywaliłam nie po to aby ją skrzywdzić, ale po to żeby uratować siebie. Tłumaczenie i litowanie się nad oprawcą nic a nic nie pomaga. Póki nie oskarżysz – póty nie ma mowy o wyleczeniu i wyjścia z pozycji ofiary.

      Polubione przez 1 osoba

  4. A co z żalem wobec osoby, która zmarła i której nie zdążyło się wykrzyczeć żalu? A co z matką, której się wykrzyczało żal i ona za to cały czas ma do mnie o to pretensje i żal?

    Polubienie

    1. Pozostają listy i konfrontacja wizualna. Wyobrażasz sobie osobę, która Ciebie skrzywdziła. Siadasz na przeciwko niej (w swojej głowie) i mówisz co Ci leży na sercu.

      A co do żalu i pretensji Twojej mamy – to ma prawo je mieć. Ma prawo nie przyjąć tego na klatę i tkwić w pozycji ofiary. Twoim zadaniem jest powiedzieć głośno co Ci zrobiono, a co Twoja mama z tym zrobi – to jej sprawa. Ty masz stanąć za sobą. Masz do tego prawo. Powiedzenie o Twoim cierpieniu należy się to Tobie jak psu miska.
      Polecam książkę „Matki, które nie potrafią kochać”.

      Polubienie

  5. Ja na swoją matkę wywalałam bezpośrednio i pośrednio od 20 lat, a ona robi ze mnie wariatkę, bo przecież nic się nie stało i ona rżnie głupa, że nie wie o co chodzi, jakie są fakty. Odbija tę moja złość, niemoc, ten płacz i mi ot tak oddaje, po zwielokrotnieniu. NIC z taką sytuacją już nie zrobię, po prostu to nie ma sensu.

    Polubienie

  6. Było sobie rodzeństwo. Brat autystyczny od urodzenia, siostra zdrowa. W procesie wychowania brat otrzymywał wszelkie łaski, pokarmy i uwagę bo był niedorozwinięty. Siostrę natomiast krytykowano, poniżano, karcono i musztrowano, by „wyszła na ludzi”. Teraz, gdy dorośli, nie sposób odróżnić, które z rodzeństwa jest bardziej upośledzone:(
    Rodzicowi fajnie jest wygarnąć na głos, ale jak ma się spowolnienie reakcji i zaburzoną werbalizację myśli, to na moje dwa słowa on wyszczeka dziesięć własnych. Lepiej więc nie zadzierać i pozostać przy niemych listach.

    Polubienie

    1. Tak to jest. Jesteśmy produktami chorego środowiska, z którego wychodzimy pokaleczeni, poturbowani, z objawami choroby psychicznej i/lub fizycznej. Trzymaj się. Nie trać nadziei. List możesz wysłać pocztą.
      Ściskam cieplutko ❤ ❤ ❤

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s