BIJESZ MATKĘ??

Rodzina dysfunkcyjna to takie miejsce, gdzie wszystko jest odwrócone do góry nogami. Naturalne i zdrowe zachowania, odruchy, uczucia uchodzą za nienormalne, zaś nienormalne uzyskują miano tych zdrowych, tych akceptowanych…

Tak było w mojej. To co zdrowe było skutecznie tłamszone w zamian za to promowana była przemoc werbalna, fizyczna, emocjonalna… ALE, ALE UWAGA – DOZWOLONE DLA WYBRANYCH! Ja jak próbowałam okazać swoją złość na zło – zostawałam natychmiast sprowadzana do parteru. Byłam dzieckiem nieugiętym i na pogardliwe słowa matki, które słyszałam każdego, dosłownie każdego dnia „Jesteś taka sama jak ten stary ch*j“ Jak podrosłam to odpowiadałam „Dobrze, że nie jak ta stara kur…“. Za co dostawałam od razu w papę. Pamiętam gdy matka zaczęła mnie bić, a ja już byłam na tyle silna by ją odepchnąć – usłyszałam za takim wyrzutem „Bijesz matkę??“. Usłyszała w odpowiedzi „A ty bijesz córkę??“ I żeby było jasne nigdy jej nie uderzyłam. Odepchnęłam od siebie, ale jaki był matczyny przekaz? => Ja mogę wszystko i to jest ok, ale ty jak tak robisz to jesteś nienormalna, świrnięta. Ty jesteś zła…

Mój ojciec miał straszne wybuchy agresji. Tłukł szklanki, szyby w drzwiach, rzucał talerzami z jajecznicą po ścianach a najbardziej lubił tłuc mojej matce okulary… Wydzierał się i tupał nogami przy tym co nie miara. Najgorszą obelgą u nas w domu było wyzwanie kogoś, że jest taki sam jak ojciec. Niestety – ja byłam czarną owcą i najczęściej mówiono tak o mnie. Dlaczego? Bo ja od najmłodszych lat widziałam absurd wielu sytuacji, zachowań i niesprawiedliwości. Nie mogłam tego znieść i tak awanturowałam. Jawnie protestowałam. Jak to robiłam? Zgodnie z przykładem, który mi zapodano – tak jak ojciec. Tylko, że ja byłam dzieckiem i w pewnym wieku to jest ok, a on był starym facetem. Niestety cała uwaga skupiała się na mnie. To ja byłam wyzywana od furiatek przez matkę, która chwilę wcześniej mnie pobiła w szale agresji. To o mnie tak mówiła zaraz po tym jak dusiła własną córkę na stole kuchennym… Czułam wielką niesprawiedliwość, ale zawsze wiedziałam, że to nie powinno tak być. NIE TAK WYGLĄDA MIŁOŚĆ!

Niestety – nikt z tych pseudo normalnych „mądrych“ osób nie zauważył, że sam nie jest w porządku. Ba! Po jakimś czasie do orszaku „mądrali“ dołączyło jedno ze starszego rodzeństwa, które też dorzucało swoje drwa do ognia. Nikt nie wpadł na to, żeby się przyjrzeć samemu sobie. Do nikogo z nich nie dotarł fakt, że dzieci uczą się regulacji emocji od rodziców. W takich rodzinach cała uwaga skupia się na kimś innym. Dlaczego? Bo tak łatwiej. Bo lepiej jest scedować swoje negatywne cechy na kogoś innego. Łatwiej jest powiedzieć – to twoja wina. Łatwo jest zadać złośliwe pytanie „Po kim ona to ma?“. Toksyczny rodziciel nie widzi tego, że jego syn czy córka to tylko lustrzane odbicie jego własnego gówna. Naturalne i zdrowe potrzeby, odruchy, reakcje dziecka go drażnią, bo pokazują jego własne braki, a jak dziecko się zaczyna upodabniać do agresora to drażnią go jego własne toksyczne zagrywki. Tak było u mnie. Wszyscy ślepi. Wszyscy szukający winy w kimś innym. Matka w ojcu, ojciec w matce, a najczęściej w tym który nie może się obronić…

Po jakimś czasie uwierzyłam w to, że to ja jestem ta zła i nienormalna. Łyknęłam truciznę. Dałam sobie wyprać mózg…

Co się dzieje z psychiką takiego człowieka który wkracza w dorosłość? Po jakimś czasie przyjmuje na siebie odpowiedzialność za całe zło tego świata. Przeprasza za to, że żyje. Ja tak robiłam. Po wyprowadzce z domu brałam na siebie winę za wszystko co zostało zepsute w akademiku, przepraszałam za swoje i nie swoje winy znajomych, współpracowników, partnerów. Na grupach psychoterapeutycznych zamiast walczyć o siebie – kuliłam się i przyjmowałam agresję grupy na siebie. Czy moja wina, czy nie – ja przepraszałam. Za cenę spokoju – przyznawałam się do niepopełnionych czynów. Robiłam wszystko by uniknąć „psychicznego skopania“. Szukałam winy w sobie. Zaprzedawałam siebie za akceptację i święty spokój.

Już tak nie robię, bo udało mi się stanąć w PRAWDZIE. Zobaczyć kto tak naprawdę w moim domu był furiatką, nienormalnym. Zobaczyłam coś co od zawsze wiedziałam. Coś, na straży czego stały moje emocje. Co to? To fakt skrzywdzenia. Fakt okropnej zbrodni, której dokonano na małej dziewczynce, a później na nastolatce…

Pomogła mi to zobaczyć Magda Szpilka, która pierwsze co zrobiła to kazała mi się odczepić od samej siebie, a zacząć bacznie przyglądać się tym tzw. normalnym. Stanęła całą sobą za mną. I to mi dało mega odwagę, dużo siły i pewności siebie w odkrywaniu PRAWDY.

Stanięcie w PRAWDZIE wymaga wielkiej odwagi. Stanięcie w PRAWDZIE bardzo boli. Stanięcie w PRAWDZIE daje WOLNOŚĆ. WOLNOŚĆ od poczucia winy. WOLNOŚĆ od toksycznego wstydu.  WOLNOŚĆ BYCIA WREŚCIE SOBĄ…

4 myśli na temat “BIJESZ MATKĘ??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s