ŚWIAT TRAKTUJE CIĘ TAK JAK TY TRAKTUJESZ SWOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO

 

Odkąd pamiętam czułam się jak człowiek drugiej kategorii. Jak ktoś niepełnowartościowy. Może dlatego, że jako kilkulatka słyszałam od ojca „Ciesz się, że cię nie wyskrobała.” Może dlatego, że matka przez całe dzieciństwo i młodość wiecznie mi powtarzała „Jesteś taka sama jak ten stary chuj”, a jak poszłam na studia to mówiła o mnie „Zajebana psycholożka”.

Może powodem mojego złego zdania o samej sobie jest to, że od samego początku czułam się niechciana i nieakceptowana w tej rodzinie.

Matka uciekała najpierw od kołyski, później oganiała się przed kilkuletnią stęsknioną dziewczynką. Zawsze gdzieś biegła, zbawiać świat. Wszyscy byli ważni. Tylko jej własne dziecko nie miało znaczenia…

Pamiętam to ciągłe szykanowanie poprzez porównywanie do starszej siostry „Tamta to wszystko miała”. Pamiętam słowa babci, z którą wracałam za rękę ze sklepu „Jogurt to dla twojego braciszka, nie dla ciebie”.

Wszyscy mieli więcej praw w tym domu niż ja. A zwłaszcza obcy ludzie…

Moje zdanie, moje potrzeby się nie liczyły. Ja byłam dziewczynką do bicia, laleczką do wyładowywania skumulowanej agresji rodzeństwa, workiem treningowym dla matki, obiektem na którego można wszystko zrzucić, pobić, nadrzeć, poniżyć, napluć w twarz, by poczuć chwilę ulgi. Niestety, ale w tego typu rodzinach najsłabszy emocjonalnie przejmuje rolę KOZŁA OFIARNEGO. W zasadzie ma ją przypisaną z urzędu. W takich rodzinach również jedno dziecko jest cacy – OCH i ACH i to ono zwykle przejmuje postawę agresora wobec słabszych. Aczkolwiek ono też ma przypisaną swoją maskę do odegrania – to rola bohatera. To dziecko mimo iż wydaje się na uprzywilejowanej pozycji – płaci za granie wysoką cenę – musi na podziw i szacunek ZAPRACOWAĆ. Przez resztę rodzeństwa znienawidzone, ale to właśnie jej jako jedynej udaje się ułożyć życie w dorosłości. Bo to na nią spływa cały splendor i miłość opiekunów.

Dla mnie zabrakło szacunku, miłości, podziwu, akceptacji. Ja byłam nieważna.

Kogo interesował wtedy głupi kozioł. Swoją rolę opanowałam do perfekcji. Przeniosłam ją na środowisko szkolne, później zawodowe oraz relacje miłosne. Cień wyklętego, odrzuconego zwierzęcia szedł za mną krok w krok. Wręcz byłam zdziwiona i czułam się nieswojo, gdy ktoś okazywał mi szacunek lub sympatię. W głębi siebie słyszałam głos „Ty nie zasługujesz na dobre traktowanie”. Próbowałam rozkminić – „Gdzie tu jest haczyk? Czego ta osoba tak naprawdę ode mnie chce? A może chce mi coś sprzedać i dlatego jest miła? To tylko marketing. Przecież mnie nie da się lubić. Ja na to nie zasługuję. Ja nadaje się tylko do poniżania. Mną można co najwyżej pogardzać.” Pamiętam jak powiedziałam o tym mojej pierwszej terapeutce, a dokładnie, że mam bardzo niską samoocenę. Zaczęła mi podkreślać, że studiuję, że tyle osiągnęłam. Co z tego skoro to uczucie tkwi we mnie. Instrukcja obsługi mojej osoby została napisana i wdrukowana we mnie przez chorych ludzi i ukończenie nawet Harvardu nic nie pomoże. Dziś według wielu ludzi osiągnęłam sukces. Mam mgr przed nazwiskiem razy dwa zdobyte na prestiżowych uczelniach. Znam kilka języków obcych. Pracuję w największej korporacji na świecie. Moja rodzina zaczęła mnie uznawać, bo zaczęłam pasować do obrazka. Mogą świecić odbitym blaskiem. Dodaję im do wizerunku. Jednakże teraz jest zbyt późno. Nie dali tego co powinni w odpowiednim czasie, gdy tego potrzebowałam. Ja dalej czuję się jak gówno!

Na szczęście czuję się tak bardzo rzadko, a właściwie coraz rzadziej. Kiedyś to było moje drugie ja. Teraz przychodzi od czasu do czasu (kilka razy w miesiącu) a imię jego TOKSYCZNY WSTYD.

Co zrobiłam, że czuję się tak tylko od czasu do czasu?

  • Przestałam słuchać głupich rad, że skoro tyle osiągnęłam to powinnam się czuć inaczej. Od samego gadania nic się nie zmieni!

  • Gdy pojawia się to uczucie – akceptuję je, przyjmuję na klatę. Nie uciekam!

  • Siadam i wyobrażam sobie siebie jako małą dziewczynkę, która tak właśnie się czuje. Przytulam ją w głowie. Pozwalam się jej wypłakać, wyżalić, wykrzyczeć. NIE OCENIAM JEJ! Ona ma dość reprymend i krytyki. Czasem jej coś tłumaczę np. że czuje się tak a nie inaczej, bo wszyscy ją dookoła wiecznie dziobali. Mówię do niej, że jej uczucia są w pełni normalne. Zapewniam Ją o swojej bezwarunkowej akceptacji i miłości. Przytulam ją.

Ku mojemu zaskoczeniu – po kilku miesiącach pracy z  Wewnętrznym Dzieckiem zauważyłam, że ludzie  zaczęli lepiej mnie traktować. A może to ja po prostu zaczęłam kochać samą siebie?

14 myśli na temat “ŚWIAT TRAKTUJE CIĘ TAK JAK TY TRAKTUJESZ SWOJE WEWNĘTRZNE DZIECKO

  1. Zaniedbanie emocjonalne dziecka to obrzydliwa trucizna, ktora pozniej „zabarwia” zycie doroslego… Bo rozwijac mozna sie jak kwiat, ktory DUMNIE podnosi swoj paczek z usmiechem do slonca, szczesliwy, ze jest, ze po prostu jest…
    …Albo jak niewielka przydeptana roslinka, ktora wstydliwie, ze strachem, z bolem, proboje podniesc sie i spojrzec na slonce , ale poczecie WINY i WSTYDU jest zbyt silne, to wszystko piekne przeciez nie dla niej, wiec kuli sie ze wstydu…

    Nie pomoga uniwersytety, osiagniecia w karierze by pozbyc sie tej ogromnej pustki, poczucia gorszosci/braku milosci wlasnej…
    Terapie? „Wejrzenie w siebie?” Ludzie dobrej woli?…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak masz rację. To choroba, która toczy naszą cywilizację. Niestety, ale większość terapeutów, lekarzy nie ma zielonego pojęcia o wewnętrznym dziecku. Wydałam majątek na długoletnie terapie. Sama skończyłam Psychologię. Nic mi to nie pomogło, bo terapia dorosłego zwyczajnie nie ma sensu…

      Polubienie

  2. Bardzo dobra strona, jakbym czytała tutaj o sobie.
    Ja jeszcze w pracy z moim wewnętrznym dzieckiem po utuleniu go i zapewnieniu o mojej bezgranicznej miłości i ochronie, zmieniam perspektywę.
    I teraz sama staję się tym małym utulonym dzieckiem i staram się poczuć to ukojenie, miłość, spokój, ochronę, bycie ważną dla kogoś.
    To ważny i trudny punkt w mojej pracy z dzieckiem bo widzę, że dziecko długo nie potrafi uwierzyć, że jest teraz przy nim ktoś kto go kocha, będzie dobrze traktował i nigdy nie opuści.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Pracuj dalej. Przyjdzie moment, że uwierzy. To tak jak z nauką języka obcego. Na początku nic nie rozumiesz, a po jakimś czasie umysł „zaskakuje” i nawet nie wiesz kiedy to się stało…
      Pamiętaj, że wszystko co ważne i wartościowe przychodzi z trudem i okupione jest wielką pracą. Dlatego tylko nieliczni osiągają efekty…

      Polubienie

  3. Bardzo dobry ale i odważny artykuł. Ktoś musi o tym mówić, ktoś musi poświęcić samego siebie. Praca z wewnętrznym dzieckiem jak każda pewnie terapia nie każdemu pomoże . Ale zawsze warto spróbować . ” Mały chłopiec siedział na plaży, słuchal szumu morza, siedział tam sam, ale Ona przyszła , chwyciła go za rękę i poszli dalej”. Pozdrawiam, wszystkiego dobrego i powodzenia.

    Polubienie

  4. Dziekuje Ci bardzo za tego bloga, jest bardzo potrzebny. Przeczytalam wszystkie posty i wszystko rezonuje w 100%. Jak sie latwo domyslic tez jestem z rodziny dysfunkcjonalnej. Mase przerobilam na konwencjonalnych terapiach, ale dopiero teraz Szpilka ciagnie mnie w gore w tempie geometrycznym 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    Polubienie

  5. Kochana, masz absolutną rację. Ja również niedawno to zrozumiałam. Całe życie wierzyłam, że jeśli ja będę dobra, dawała wsparcie i dobrą energię ludziom to dostanę to od nich z powrotem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zostałam zostawiona na lodzie, przez tych wszystkich, którzy zawsze mogli na mnie liczyć… Od pół roku, nie powiem, że zmieniłam się diametralnie, ale powoli stawiam kroki w nowym świecie. Cieszę się, że jest nas więcej 🙂 Pozdrawiam cię baaardzo gorąco! :*

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s